Filatelistyka, malarstwo, turystyka

Rozdział 9 (1945-1989)

IX. Wałbrzych w Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej (1945-1989)

Rok 1945 to data przełomowa w historii Śląska. Druga wojna światowa spowodowała ogromne przemiany polityczne. Stolica Dolnego Śląska – Wrocław – zamieniona została w morze ruin. Zniszczenia były olbrzymie. Tylko rejony podgórskie ucierpiały mniej; działania wojenne, na szczęście, ominęły je. Mimo, że już 27 lutego 1945 roku żołnierze 6 warszawskiego batalionu pontonowo-mostowego, w rejonie przyczółka pod Czelinem nad Odrą, wbili pierwszy polski słup graniczny, to ciężkie i krwawe walki o Dolny Śląsk trwały jeszcze przez pełne, kolejne 2 miesiące. Tym niemniej dla celów propagandy zdarzenie to miało duże, symboliczne znaczenie; Śląsk miał znowu, po stuleciach panowania czeskiego, austriackiego, pruskiego i niemieckiego, w całości znaleźć się w granicach Polski.

Niestety, żołnierze Armii Czerwonej, pamiętając o własnych cierpieniach, pomni cierpień swych własnych rodzin, bardzo często traktowali zdobyte kraje po barbarzyńsku, paląc i niszcząc znienawidzone „hitlerowskie” miasta i fabryki, oraz pańskie, „giermańskie” folwarki, pałace grafów i wsie bogatych „bałerów”.  Wiele sprzętów, maszyn i dóbr kultury wywieziono wówczas na wschód. Traktowano je jako zdobycz wojenną nie myśląc o jutrze. W ślad za wojskiem szybko pojawili się liczni polscy szabrownicy, rozkradający to, czego nie zabezpieczyła, lub nie wywiozła Armia Czerwona. Ograbione majątki często podpalano. Dopiero po pewnym czasie zaczęto stopniowo zagospodarowywać te tereny, wprowadzając nową administrację i niezbędne prawo. Na terenach Dolnego Śląska opanowanych przez Armię Czerwoną zaczęły powstawać radzieckie komendantury wojskowe sprawujące tam władzę administracyjną. Ponieważ brak było jeszcze ostatecznych ustaleń w sprawie granic, w większych miastach radzieckie komendantury organizowały początkowo pomocniczą administrację niemiecką.

Na Górnym Śląsku polski Rząd Tymczasowy zorganizował swą administrację już w styczniu 1945 roku, kiedy na Dolnym Śląsku wciąż jeszcze trwały zacięte walki. Pełnomocnikiem Rządu Tymczasowego na województwo śląskie został generał Aleksander Zawadzki a pierwszym po wojnie wojewodą śląskim -Jerzy Ziętek, były powstaniec śląski. 24 lutego z Katowic do Warszawy wyruszył pierwszy transport węgla. 11 marca 1945 roku oficjalnie utworzono województwo śląsko-dąbrowskie, w którego granicach znalazły się: Górny Śląsk, Zagłębie Dąbrowskie i Śląsk Opolski. Wojewodą został Aleksander Zawadzki, który pełnił tę funkcję do 1948 roku (wtedy wszedł w skład władz centralnych).

W marcu 1945 roku zapadły pierwsze decyzje związane z zarządem nad Ziemiami Zachodnimi i Północnymi. Podzielono je na 4 okręgi administracyjne: Śląsk Opolski, Śląsk Dolny, Pomorze Zachodnie oraz Warmia i Mazury. Władzę w nich powierzono pełnomocnikom Rządu Polskiego. 14 marca 1945 roku Rada Ministrów RP podjęła uchwałę o nadaniu Stanisławowi Piaskowskiemu (dotychczasowemu wicewojewodzie kieleckiemu) pełnomocnictw rządowych na Okręg Administracyjny Dolnego Śląska.  W tym samym czasie Bolesław Drobner otrzymał nominację na prezydenta Wrocławia, chociaż „Festung Breslau” – „Twierdza Wrocław”- skapitulowała dopiero 6 maja. W kwietniu 1945 roku Józef Stalin oficjalnie przekazał administrację na tak zwanych „ziemiach odzyskanych” administracji polskiej. W rzeczywistości Rosjanie zajmowali jeszcze przez długi czas wybrane obiekty przemysłowe oraz pałace, reprezentacyjne zamki lub budynki sanatoriów. Polska administracja powstawała, więc, bardzo często obok wojskowej administracji radzieckiej (obok komendantur wojskowych). Od 20 kwietnia do 7 czerwca 1945 roku siedzibą pełnomocnika rządu na Dolny Śląsk była Trzebnica, która w ten sposób została pierwszą, powojenną stolicą regionu. W Trzebnicy Stanisław Piaskowski przystąpił do tworzenia lokalnej administracji, między innymi poprzez mianowanie pełnomocników obwodowych. W Trzebnicy zorganizowano szkoły i pierwszy na Dolnym Śląsku urząd pocztowy. Wkrótce Biuro Pełnomocnika przekształcono w Urząd Wojewódzki, który 7 czerwca przeniesiono do Legnicy. O zależności nowej administracji od Rosjan świadczy choćby incydent z siedzibą Urzędu Wojewódzkiego. W lipcu 1945 roku sztab Północnej Grupy Wojsk Armii Radzieckiej zajął siedzibę urzędu, zmuszając polskie władze do znalezienia sobie nowej siedziby. Wśród ludności polskiej, która zdążyła już napłynąć do miasta, wydarzenie to wywołało panikę: obawiano się, że polskie władze opuszczają „Ziemie Odzyskane”. Ostatecznie, 15 września 1945 roku, Urząd Wojewódzki przeniósł się z Legnicy do zniszczonego Wrocławia, który odtąd został już siedzibą władz województwa dolnośląskiego.   20 kwietnia 1945 roku, w Krakowie, powołano ekspozyturę zarządu miasta Wrocławia. 9 maja wkroczyła do Wrocławia polska ekipa administracyjna, którą kierował Kazimierz Kuligowski. Wraz z tą ekipą przyjechała także grupa naukowców z profesorem Antonim Knotem na czele, oraz grupa operacyjna Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów i Ministerstwa Przemysłu, której kierownikiem był Tadeusz Oryński. Dowództwo radzieckie przekazało władzę administracyjną Wrocławia temu właśnie przedstawicielstwu polskiemu. Obok polskiej istniała i funkcjonowała wtedy jeszcze w mieście administracja niemiecka, utworzona przez rosyjska komendanturę wojskową. 10 maja do Wrocławia przyjechał Bolesław Drobner z grupą urzędników z Ministerstwa Oświaty. 26 maja na placu Zamkowym (dzisiaj pl.Wolności), odbyła się defilada 10 Sudeckiej Dywizji Piechoty II Armii Wojska Polskiego.

Do Wałbrzycha żołnierze radzieccy wkroczyli późno – dopiero 8 maja 1945 roku. Stało się tak, dlatego, że dopiero 7 maja wojska I Frontu Ukraińskiego wznowiły natarcie w południowej części Dolnego Śląska. Był to fragment operacji praskiej – ostatniej operacji wojennej w czasie II wojny światowej. 21 armia tego frontu, dowodzona przez generała pułkownika D.Gusiewa, nie napotykając większego oporu, wkroczyła 8 maja 1945 roku najpierw do Świebodzic, a wieczorem dotarła do centrum Wałbrzycha. Hitlerowcy zamierzali ponoć zaminować i wysadzić w powietrze wałbrzyskie kopalnie i wiadukty kolejowe, ale wieści o okrążeniu miasta spowodowały ucieczkę oddziałów, które miały to zadanie wykonać. Przed ucieczką spalono akta, chorągwie i emblematy NSDAP. Po wkroczeniu Rosjan, pierwszym komendantem miasta został major Pachomow, którego wkrótce zastąpił na tym stanowisku generał Paweł Batow. Jak słusznie zauważyli autorzy monografii miasta, wydanej w 1993 roku, wyznaczenie na stanowisko komendanta miasta tak wybitnego dowódcy, świadczy o znaczeniu, jakie przywiązywano do funkcjonowania sprawnego, niezniszczonego, zdolnego do podjęcia natychmiastowej pracy, przemysłu wałbrzyskiego. A może chodziło o coś więcej? Może Rosjanom zależało na zabezpieczeniu dokumentacji i sprzętu związanego z budowanym przez Niemców kompleksem „Riese” (Rosjanie stacjonowali przecież w Książu), a poza tym także o kontrolę nie tylko nad kopalniami węgla kamiennego, lecz także nad kopalniami uranu? Wałbrzyski garnizon wojsk radzieckich liczył wtedy 15 tysięcy żołnierzy. Jeszcze w maju 1945 roku kierownictwo kopalń objęła grupa radzieckich specjalistów, oficerów – inżynierów górnictwa. Ponieważ Polaków nie było, major Pachomow (pierwszy, rosyjski komendant miasta) początkowo administrowanie zajętym miastem pozostawił Niemcom, z tym, że najważniejsze funkcje w zarządzie objęli oczywiście dawni członkowie KPD i SPD. Szybko powołano Komitet Antyfaszystowski, który w sierpniu 1945 roku liczył 86 członków. Działała nawet milicja niemiecka – Siecherheitsdienst.

Jak już wspomniano, nową, polską administrację dla Dolnego Śląska organizowano za pomocą specjalnych grup operacyjnych, formowanych w Trzebnicy, gdzie była pierwsza siedziba pełnomocnika rządu na okręg Dolnego Śląska. Obwód 26 obejmował powiat wałbrzyski, a obwód 27 miasto Wałbrzych. Kierownikami tych grup zostali: Mieczysław Pyszyński – na powiat wałbrzyski i Eugeniusz Szewczyk – na miasto Wałbrzych. Mimo, iż nominacja Eugeniusza Szewczyka na Pełnomocnika Rządu Tymczasowego R.P. wystawiona została 12 maja 1945 roku, to wyjazd grup operacyjnych z Trzebnicy opóźniał się. Władze radzieckie przez ponad dwa tygodnie nie pozwalały wpuścić polskiej administracji na tereny podsudeckie. Dlaczego? Oficjalnie niewiele na ten temat wiadomo. Jedna z popularnych wersji mówi o staraniach Czechosłowacji o zajęcie przygranicznych ziem Śląska. Czesi wysunęli roszczenia terytorialne wobec części Górnego Śląska z Raciborzem i Głubczycami oraz wobec ziemi kłodzkiej. Bardzo zależało im na Kotlinie Kłodzkiej; w Nachodzie powstała nawet Rada Narodowa dla ziemi kłodzkiej (Narodni Vybor pro Uzemi Kladsko), a w Pradze ogólnoczeski Związek Przyjaciół Kłodzka (skaz Přatel Kladska). Dowódca II Armii Wojska Polskiego – generał Karol Świerczewski rozkazem z 19 maja 1945 roku nakazał 29 Pułkowi Piechoty zająć pozycje wzdłuż lewego brzegu Bystrzycy. W ten sposób Wałbrzych znalazł się wówczas poza obszarem działania Wojska Polskiego. Miało to niewątpliwie związek właśnie z ustalaniem szczegółowego przebiegu granicy polsko-czeskiej. Wątpliwym jest jednak, aby był to jedyny powód blokowania wyjazdu polskich grup operacyjnych w rejony podgórskie. Z pewnością chodziło także o wywiezienie do Związku Radzieckiego, bez jakichkolwiek formalności administracyjnych, jak największych ilości zajętego majątku poniemieckiego, traktowanego jako łupy wojenne. Powszechność takich działań potwierdzają świadkowie. Dopiero po interwencji Pełnomocnika Rządu R.P. na Dolny Śląsk – Stanisława Piaskowskigo w dowództwie I Frontu Ukraińskiego (stacjonującego wtedy pod Dreznem) grupy operacyjne na obwody 26 i 27, wyposażone w odpowiednie zaświadczenia (wystawione w języku polskim i rosyjskim) mogły wyruszyć do Wałbrzycha. Na miejsce dotarły 24 maja 1945 roku.  27 maja 1945 roku zmieniły się wreszcie pozycje zajmowane przez 29 Pułk Piechoty II Armii Wojska Polskiego. Dopiero wtedy polski pułk mógł zająć Kotlinę Wałbrzyską i Kotlinę Kamiennogórską, oraz obsadzić wojskiem granicę z Czechosłowacją. Służbę na granicy pułk ten pełnił do października 1945 roku, kiedy utworzono Wojska Ochrony Pogranicza, czyli WOP. Przez szereg lat komenda odcinka WOP mieściła się w Wałbrzychu (na Nowym Mieście, przy ulicy Psie Pole).

Rozkazem dowództwa I Frontu Ukraińskiego z dnia 27 maja rozwiązana została niemiecka milicja. Pierwsi funkcjonariusze polskiej Milicji Obywatelskiej przybyli do Wałbrzycha w grupie Pełnomocnika Rządu. Komisariat urządzono w budynku banku przy placu Magistrackim (dzisiaj mieści się tam Prokuratura). Pierwszym komendantem MO w mieście i powiecie został B. Zawadzak. 28 maja 1945 roku na wałbrzyskim ratuszu zawisły polskie flagi narodowe. Major Pachomow uroczyście przekazał władzę pełnomocnikom rządu polskiego, mimo iż formalnie to dopiero Układ Poczdamski z 2 sierpnia 1945 roku rozstrzygnął ostatecznie o przynależności Dolnego Śląska do Polski. To przekazanie władzy w mieście Polakom było wtedy tylko formalnością, propagandowym gestem – w rzeczywistości, bowiem, przejmowanie władzy przez Polaków dopiero się rozpoczynało. Grupa operacyjna pełnomocnika rządu liczyła zaledwie 22 osoby. We wszystkich urzędach miejskich wciąż pracowali Niemcy, stopniowo, powoli zastępowani przez napływających do miasta Polaków. Cały przemysł zarządzany był przez Armię Czerwoną.

1 czerwca 1945 roku przybyła do Wałbrzycha grupa operacyjna Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów, kierowana przez Juliusza Billewicza, która miała za zadanie przejmować od Rosjan zakłady przemysłowe. Działanie tej grupy ograniczyło się jednak tylko do przejęcia magazynów z surowcami i produktami oraz do wydania tymczasowych kierowniczych nominacji dotychczasowym, niemieckim dyrektorom i właścicielom zakładów. Dlaczego? Otóż, dlatego, że w czerwcu 1945 roku w Wałbrzychu mieszkało zaledwie niecałe 9 tysięcy Polaków, w dodatku przeważnie nie mających zielonego pojęcia o kierowaniu zakładami przemysłowymi.  15 września grupa ta została rozwiązana a jej miejsce zajęła Delegatura Ministerstwa Przemysłu. W czerwcu zjawiły się w Wałbrzychu grupy operacyjne Urzędu Skarbowego, Narodowego Banku Polskiego, a także operacyjne grupy kolejowe i pocztowe. W drugiej połowie czerwca instaluje się w Wałbrzychu Urząd Bezpieczeństwa. Do sierpnia 1945 roku urząd Pełnomocnika Rządu przejął wodociągi, elektrownie, tramwaje. Ale niektóre wałbrzyskie przedsiębiorstwa Armia Radziecka użytkowała wyłącznie i samodzielnie jeszcze do końca 1948 roku.

Nieco inaczej przejęto kopalnie i zakłady związane ściśle z przemysłem wydobywczym. 11 lipca 1945 roku władze radzieckie uroczyście przekazały cały dolnośląski przemysł węglowy generalnemu dyrektorowi Centralnego Zarządu Przemysłu Węglowego – Fryderykowi Topolskiemu. 7 sierpnia 1945 roku utworzono Dolnośląskie Zjednoczenie Przemysłu Węglowego z siedzibą w Wałbrzychu. Pierwszym dyrektorem Zjednoczenia został Jerzy Totleben. Instytucja ta miała wtedy, a także przez wiele późniejszych lat bardzo duże znaczenie dla miasta. Już 22 grudnia 1945 roku zarządca Państwowego Dolnośląskiego Przemysłu Węglowego w Wałbrzychu, inżynier Jerzy Totleben powiadomił Centralny Zarząd Przemysłu Węglowego o gotowości do normalnego funkcjonowania Zjednoczenia Dolnośląskiego z pierwszym dniem 1946 roku.

Według podpisanej 16 sierpnia 1945 roku „Umowy między Polską i ZSRR o wynagrodzeniu szkód wyrządzonych przez okupację niemiecką” ZSRR zrzekał się na rzecz Polski pretensji do mienia niemieckiego „na całym terytorium Polski, łącznie z tą częścią terytorium Niemiec, która przechodzi do Polski”. W tej samej umowie Polska zobowiązała się do dostarczenia Związkowi Radzieckiemu 52 milionów ton węgla w ciągu pięciu lat, a później po 12 milionów ton, co roku, „po specjalnej cenie umownej”, czyli po cenach dziesięciokrotnie niższych od cen rynkowych.  Dopiero w listopadzie 1956 roku wstrzymano tę szczególną wymianę handlową. Niezniszczone zagłębie wałbrzyskie pracowało, więc, praktycznie bez najmniejszej przerwy, choć w pierwszych latach po wojnie górnikami byli oczywiście wciąż starzy pracownicy, czyli przede wszystkim Niemcy.

W czerwcu 1945 roku miał miejsce poważny kryzys w stosunkach polsko-czechosłowackich. Wojska czechosłowackie wtargnęły na teren powiatu raciborskiego i ziemi kłodzkiej. Od 15 do 19 czerwca 1945 roku na północ od Międzylesia operował czeski pociąg pancerny. Spowodowało to wysłanie noty dyplomatycznej do Pragi i koncentrację wojsk polskich w rejonie Cieszyna, zarządzoną przez marszałka Rolę-Żymierskiego. Konflikt zbrojny zażegnały rokowania przeprowadzone w Moskwie – Stalin zdecydował, że teren całego poniemieckiego Śląska objęty zostanie administracją polską, zaś teren Zaolzia administracją czeską. Na Śląsku ludności polskiej wciąż brakowało. Państwowy Urząd Repatriacyjny, czyli PUR, utworzony dekretem PKWN z 7 października 1944 roku, początkowo zajmował się wyłącznie repatriacją obywateli polskich z ZSRR. Dopiero uchwała Rady Ministrów z 7 maja 1945 roku rozszerzyła uprawnienia PUR-u, powierzając temu urzędowi przeprowadzenie akcji osadniczo-przesiedleńczej na Ziemiach Odzyskanych. W ramach tej akcji do lipca 1945 roku sprowadzono na Śląsk około 80 tysięcy polskich osadników- repatriantów i przesiedleńców z Polski centralnej. PUR nie kontrolował całej akcji osiedleńczej, poza jego kontrolą rozwijało się osadnictwo wojskowe oraz tzw. „dzikie osadnictwo”, czyli zasiedlanie obszarów opuszczonych przez Niemców, przez przybyszy z sąsiednich ziem polskich a także przez około 70 tysięcy polskich robotników przymusowych, których koniec wojny zastał na tych ziemiach. Rozkaz Naczelnego Dowódcy Wojska Polskiego z 3 czerwca 1945 roku przyznawał żołnierzom WP pierwszeństwo w obejmowaniu 10 hektarowych gospodarstw na Ziemiach Odzyskanych. Dla tego osadnictwa wydzielono 12 przygranicznych powiatów leżących wzdłuż Odry i Ny-sy Łużyckiej. Do grudnia 1945 roku osiedliło się tam około 200 tysięcy zdemobilizowanych żołnierzy i ich rodzin.

W pierwszych miesiącach po zakończeniu wojny na terenie Dolnego Śląska miały miejsce próby organizowania pohitlerowskiego podziemia. Akcjami dywersyjnymi kierowały takie organizacje jak „Wehrwolf” i „Freies Deutschland”. Szczególnie aktywną działalność organizacje te wykazywały w rejonie Bolesławca. Od wybuchu bomby 21 lipca 1945 roku zginął w tym mieście pierwszy burmistrz Bolesławca, Bolesław Kubik i jego 5 współpracowników. W 1946 roku w zamachu bombowym zginęło w Bolesławcu 38 żołnierzy i oficerów armii radzieckiej. Działalność tego podziemia, mimo przeprowadzania szeregu akcji polskiego wojska i milicji, skończyła się po 1947 roku, wraz z wysiedleniem ludności niemieckiej.

2 sierpnia 1945 roku na konferencji pokojowej w Poczdamie zapadły decyzje w sprawie polskiej granicy zachodniej. Przedstawiciele trzech wielkich mocarstw zdecydowały oddać „pod administrację państwa polskiego” byłe niemieckie terytoria położone na wschód od linii Odra-Nysa Łużycka i nie traktować ich jako części ra-dzieckiej strefy okupacyjnej w Niemczech. Podjęto też uchwałę o przesiedleniu do Niemiec ludności niemieckiej z Polski i Czechosłowacji. Jednak stwierdzenie, że: „ostateczne oznaczenie zachodniej granicy Polski należy odroczyć do konferencji pokojowej z Niemcami” stało się powodem późniejszego podważania przez niektóre kręgi rewizjonistyczne w Niemczech ostateczności ustaleń poczdamskich. Decyzje konferencji poczdamskiej zakończyły okres niepewności i stan tymczasowości panujący na Ziemiach Zachodnich, oraz, przynajmniej częściowo, przerwały wywóz do ZSRR mienia poniemieckiego, traktowanego jako należna zdobycz wojenna. Według oficjalnych deklaracji radzieckich zdemontowano i wywieziono stąd mienie o wartości około 500 milionów dolarów. Na mienie to składały się maszyny i urządzenia, często nawet całe fabryki a także tabor kolejowy.

Na Dolnym Śląsku tworzyła się zupełnie nowa, polska administracja. Z większości ziem dolnośląskich utworzono województwo wrocławskie. Władze wojewódzkie, jak już wspomniano, początkowo urzędowały w Legnicy, dopiero w połowie września 1945 roku przeniosły się do Wrocławia, ponieważ w Legnicy ulokowało się dowództwo Północnej Grupy Wojsk Armii Radzieckiej. W innych miastach także stacjonowały wciąż garnizony radzieckie. Części miast zajmowane przez Rosjan były zamknięte dla obywateli polskich i wyłączone spod kompetencji polskich władz administracyjnych. W Legnicy Rosjanie początkowo zajęli prawie 2/3 miasta. Urząd Wojewódzki we Wrocławiu zajął ocalały, reprezentacyjny budynek nad Odrą, zbudowany w 1937 roku dla potrzeb cywilnej administracji. Utrzymano zasadniczy podział na przedwojenne powiaty, czasem tylko nieznacznie je modyfikując.  W 1955 roku reaktywowano powiat noworudzki, choć w nieco innym niż dawniej kształcie. Początkowo, w 1945 roku, część wsi wokół Wałbrzycha otrzymała prawa miejskie. Odrębnymi miastami były: Sobięcin, Biały Kamień, Szczawienko, Szczawno Zdrój. Stąd na Białym Kamieniu pozostały: ulica Ratuszowa i stojący przy niej budynek dawnego ratusza. W 1951 roku wszystkie wymienione miejscowości (poza Szczawnem Zdrój, które utrzymało swoją odrębność i status miasta) włączono w granice Wałbrzycha, dzięki czemu stał się on drugim pod względem wielkości miastem Dolnego Śląska.

W grupach operacyjnych działających na Dolnym Śląsku przeważali członkowie Polskiej Partii Socjalistycznej, dlatego też, ta właśnie partia, jako pierwsza rozpoczęła 14 czerwca swą działalność w Wałbrzychu. Przewodniczącym Komitetu Powiatowego PPS został Eugeniusz Szewczyk – Pełnomocnik Rządu. 16 czerwca 1945 roku powołano Komitet Miejski Polskiej Partii Robotniczej. I sekretarzem został Piotr Chruściel. 2 lipca utworzono Komitet Powiatowy PPR, którego I sekretarzem został Henryk Kupferberg. Zarząd Powiatowy Stronnictwa Ludowego powołano 29 lipca (prezesem został Jan Biłek), a Komitet Powiatowy Stronnictwa Demokratycznego powstał 30 września. Prezesem Komitetu Powiatowego SD został wówczas Józef Varanka.

We Wrocławiu zaczęła funkcjonować polska nauka i kultura. Już 26 sierpnia 1945 roku rozpoczął pracę polski Uniwersytet Wrocławski, wtedy połączony jeszcze z Politechniką. Pierwszym rektorem uczelni był profesor Stanisław Kulczyński. Znaczna część nauczycieli i studentów wywodziła się z lwowskiego ośrodka akademickiego. Działalność dydaktyczna i naukowa zainaugurowana została 15 listopada. Pierwsze wykłady wygłosili: profesor Ludwik Hirszfeld i profesor Kazimierz Idaszewski. 27 sierpnia ukazała się pierwsza polska gazeta codzienna na ziemiach zachodnich – wydawany w Legnicy „Pionier”. W październiku redakcja przeniosła się do Wrocławia, a od 1 listopada 1946 roku gazeta zmieniła nazwę na „Słowo Polskie”. 30 sierpnia 1945 roku na ulice Wrocławia wyjechał pierwszy po wojnie tramwaj. 8 września 1945 roku w Operze Wrocławskiej miała miejsce pierwsza polska premiera. Wystawiono „Halkę” Stanisława Moniuszki w reżyserii Stanisława Drabika.

W Wałbrzychu także budziła się do życia polska nauka i kultura. We wrześniu 1945 roku rozpoczęła działalność pierwsza polska szkoła – Szkoła Podstawowa nr 1 przy dzisiejszej ulicy Limanowskiego. Wtedy szkoła miała 56 uczniów i 9 nauczycieli. W następnym roku szkolnym (1946/47) w mieście działało już 10 szkół podstawowych.  Pierwszą polską instytucją kulturalną w Wałbrzychu była Szkoła Muzyczna przy ulicy Moniuszki. Powstała dzięki wytrwałości, uporowi i naprawdę wielkim staraniom organizacyjnym pani profesor Amelii Peszko – pierwszego polskiego dyrektora tej szkoły. W lipcu 1945 roku budynek dawnego konserwatorium opuścili Rosjanie, a już w sierpniu pani Amelia przejęła obiekt na podstawie specjalnego pisma Ministerstwa Kultury oraz zgody uzyskanej od władz wojewódzkich w Legnicy i Pełnomocnika Rządu – obywatela Eugeniusza Szewczyka. Dzięki temu już 7 października odbyła się uroczystość rozpoczęcia pierwszego roku szkolnego. W lutym 1946 roku podczas uroczystej akademii swoimi umiejętnościami popisywali się pierwsi uczniowie szkoły. W 1960 roku, wciąż działająca szkoła muzyczna otrzymała imię Stanisława Moniuszki.

Dla koordynowania wszystkich działań administracyjnych na Ziemiach Zachodnich 13 listopada 1945 roku powołano specjalne Ministerstwo Ziem Odzyskanych, na czele którego stanął Władysław Gomółka. Ministerstwo, które istniało do roku 1949, miało za zadanie kierować odbudową gospodarczą, organizować administrację i akcję osiedleńczą, oraz przede wszystkim zarządzać mieniem poniemieckim. Zadanie to było bardzo trudne; zniszczeniu uległo blisko 60% zakładów przemysłowych, 40 % mostów, 30% zagród chłopskich (1/3 gruntów uprawnych była zaminowana), zniszczony był tabor i linie kolejowe. W maju 1945 roku czynnych było tylko 120 kilometrów linii kolejowych z 3500 kilometrów istniejących przed wojną. Odbudowę utrudniał ciągły ruch ludności – wędrówka nie mająca precedensu w ówczesnej Europie, demontaże i wywóz maszyn i urządzeń prowadzone przez armię radziecką (między innymi zniszczono w ten sposób całą zelektryfikowaną sieć kolejową na Dolnym Śląsku) a także szabrownictwo uprawiane tu na wielką skalę przez przybyszów z Polski centralnej. Mimo tych trudności uruchamiano kolejne zakłady nawet w najbardziej zniszczonych miastach-twierdzach.

Natychmiast po przejęciu administracji z rąk Rosjan, nie czekając nawet na ostateczne ustalenia konferencji w Poczdamie (2 sierpnia 1945 roku), rozpoczęto wielką akcję wysiedlania ludności niemieckiej z odzyskanych terenów i przygotowywanie warunków do jak najszybszego napływu polskich osadników. Mimo, iż ponad 3 miliony Niemców opuściło Śląsk podczas ewakuacji w czasie działań wojennych (w okresie od stycznia do marca 1945), to jednak tuż po ustaniu działań wojennych sporo z nich powróciło z Czech i zza Nysy Łużyckiej. Z tego powodu wojsko polskie uszczelniło linię Odry i Nysy Łużyckiej i przystąpiło do wysiedlania ludności niemieckiej – najpierw z obszarów objętych osadnictwem wojskowym. Jeszcze przed podpisaniem układu w Poczdamie Wojsko Polskie wysiedliło z powiatów nadgranicznych około pół miliona Niemców. Na innych terenach akcja wysiedleń miała początkowo dobrowolny charakter.  Pierwszy po wojnie powszechny spis ludności Polski, przeprowadzony 14 lutego 1946 roku, wykazał, że na Śląsku przebywało jeszcze 1 milion 234 tysiące Niemców. Później, od 20 lutego 1946 roku, wysiedlanie miało już charakter zorganizowany, pod międzynarodowym nadzorem – plan wysiedlenia ludności niemieckiej z Polski, Czechosłowacji i Węgier do czterech stref okupacyjnych Aliancka Rada Kontroli uzgodniła ostatecznie 20 listopada 1945 roku. Akcją wysiedleńczą kierowało Ministerstwo Ziem Odzyskanych. Tworzono też obozy przejściowe dla ludności niemieckiej przeznaczonej do wysiedlenia. Największy taki obóz mieścił się w Łambinowicach. Od lipca 1945 roku do października 1946 roku przebywało w nim rotacyjnie po kilkanaście tysięcy osób. Ludność niemiecką kierowano do radzieckiej i brytyjskiej strefy okupacyjnej. Główna fala wysiedleń trwała do listopada 1947 roku a cała akcja zakończyła się w roku 1949. Z terenu całego Śląska wysiedlono około 1 miliona 700 tysięcy ludzi. Niewielka grupa ludności niemieckiej pozostała jednak na Śląsku.

W styczniu 1946 roku w miastach powiatu wałbrzyskiego mieszkało zaledwie 24 tysiące 928 Polaków, podczas gdy Niemców było jeszcze 117 tysięcy 155. Na miejsce wysiedlanej ludności niemieckiej przybywali nowi osadnicy – Polacy, przesiedleńcy. Na początku przybywali przede wszystkim z terenów Polski centralnej oraz zza Buga, ze Lwowa, z Ukrainy, z Białorusi i z Litwy, wysiedleni stamtąd przez Rosjan, którzy za zgodą zachodnich aliantów wytyczyli i ustalili nowe, korzystne przede wszystkim dla siebie, powojenne granice w Europie Środkowej. Na Dolny Śląsk, zgodnie z koncepcją równoleżnikowego przemieszczania ludności repatriowanej z ZSRR, kierowano przeważnie Polaków z Ukrainy. Spora grupa repatriantów przybyła także z Francji i z Belgii. Blisko 50 tysięcy Polaków z tych krajów osiedliło się w regionie wałbrzyskim. Przybywali także z Jugosławii (około 18 tysięcy), z których większość osiadła w rejonie Bolesławca i Lubina oraz z Niemiec. Do Wrocławia ściągnęła większość polskiej inteligencji ze Lwowa – stąd wzięło się długoletnie pielęgnowanie lwowskich tradycji w tym mieście. Ocenia się, że do stycznia 1947 roku na Śląsk przybyło ponad 2 miliony 500 tysięcy ludzi, szukających tu swego nowego miejsca na ziemi. Nie wszyscy się tu osiedlali; w grudniu 1950 roku liczba polskich osadników wynosiła około 1 miliona 700 tysięcy osób. Był to czas prawdziwej wędrówki ludów. Osadnicy napływali z różnych stron, róż-ny był, więc, także stopień ich wykształcenia, różne tradycje kulturowe i różny poziom cywilizacyjny. Wystarczy tu podać, że dopiero, albo też, biorąc pod uwagę sytuację w innych regionach Polski, już 18 grudnia 1951 roku, Komisja Społeczna złożyła Pełnomocnikowi Rządu meldunek o zlikwidowaniu na Dolnym Śląsku analfabetyzmu. Jak już wspomniano, kierowaniem tymi wszystkimi trudnymi procesami integracyjnymi i zagospodarowywaniem ziem zachodnich i północnych zajmowało się Ministerstwo Ziem Odzyskanych, na czele którego stał Władysław Gomółka.

Zniszczenia wojenne, jak również późniejsze, powojenne straty, związane z plagą szabrownictwa, były na Śląsku olbrzymie. Niewiele było miast i miejscowości, które wówczas nie ucierpiały. Wśród tych niewielu oszczędzonych był Wałbrzych i jego najbliższe okolice. Pierwsi osadnicy, jacy przybyli tu z centralnej części Polski, liczyli na szybki zysk, łatwe zrobienie kariery, czasem na legalne uzyskanie jakiejś fabryczki lub innego małego, prywatnego interesu. W Wałbrzychu, poza kopalniami i kilkoma dużymi przedsiębiorstwami, sporo było też małych sklepów, warsztatów i fabryczek. Dlatego wielu z tych pierwszych osadników skorzystało z tej niepowtarzalnej okazji. Do końca stycznia 1946 roku nowym właścicielom rozdzielono 483 sklepy, prawie 200 restauracji i kawiarń, 143 piekarnie, 110 masarni, około 50 zakładów fryzjerskich, około 50 zakładów szewskich, oraz ponad 200 innych warsztatów rzemieślniczych. Ale do ciężkiej, fizycznej pracy w przemyśle wydobywczym, koksowniczym i hutniczym wciąż brakowało rąk. A przecież w tym czasie, właśnie te duże, szczęśliwie ocalałe kopalnie, koksownie, huty, oraz inne fabryki i zakłady przemysłowe musiały w pierwszym rzędzie wydajnie pracować, aby można było podjąć zadanie odbudowy zniszczonego kraju. To ich produkcja szła na potrzeby odbudowywanych miast, takich jak Warszawa i Wrocław. Atmosferę skutecznie podgrzewała propaganda wzywająca do odbudowy kraju i jego stolicy. Całe wydobycie i cała produkcja przemysłowa, a nawet cegła i wszelkie inne materiały pochodzące z prac porządkowych i rozbiórek (takie jak stal i kamień) szły na tę odbudowę. To tutejsze kamieniołomy dostarczały kruszywa dla budownictwa i materiałów niezbędnych do budowy dróg. Intensywnie eksploatowano kamieniołomy w Czarnym Borze, Czadrowie, Grzędach, Rybnicy Leśnej, Głuszycy, Bartnicy, Świerkach i Tłumaczowie. Także prawie cała produkcja szkła wałbrzyskiej Państwowej Huty Szkła Lanego i Lustrzanego „Lustrzanka” szła na potrzeby odbudowy Wrocławia i Warszawy. Ciekawostką jest, że na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych w „Lustrzance” wykonywano też szkło do witraży, a nawet szkło do łodzi podwodnych. W naszym regionie istniały też tajne kopalnie rudy uranu, takie jak na przykład : w Miedziance koło Janowic, w Kowarach, czy też w położonej bardzo blisko Wałbrzycha – Grzmiącej. Są pewne informacje wskazujące na to, że i w samym Wałbrzychu również wydobywano uran. Eksploatacja ta okryta była do niedawna ścisłą tajemnicą. Z uwagi na niezbyt duże zasoby, pozyskiwanie tych rud zakończono ponoć w połowie lat pięćdziesiątych.

W Wałbrzychu stopniowo przybywało ludności polskiej. Bardzo duża grupa nowych mieszkańców Wałbrzycha i jego okolic napłynęła z Małopolski Wschodniej, z ziem zabużańskich. W większości byli to ubodzy rolnicy i robotnicy. Ludzie ci pochodzili przeważnie z małych miasteczek lub ze wsi. Szczególnie liczni byli dawni mieszkańcy Zagłębia Borysławskiego, znanego przed wojną, dużego zagłębia polskiego przemysłu naftowego. Wypędzeni z własnych miast, z własnej ziemi, w końcu, podobnie jak Lwowiacy do Wrocławia, tak Borysławiacy trafili do Wałbrzycha. Tu musieli rozpoczynać nowe życie, zajmując wraz z rodzinami poniemieckie gospodarstwa i domostwa. Samodzielnych gospodarstw szybko jednak zabrakło, przybywająca ludność zatrzymywała się, więc, w Wałbrzychu i w okolicznych miasteczkach. Przybysze zupełnie nie czuli się związani z tą ziemią, była im ona całkowicie obca. Niektórzy nawet po upływie wielu lat, a bywało, że aż do śmierci, nie oswoili się z myślą, że tu miał być ich nowy dom. Dlatego też częste były przypadki, że nie dbali o to mienie, ograniczając się wyłącznie do eksploatowania tego, co „Niemiec” zostawił. Mając w pamięci świeże, bolesne doświadczenia z życia w systemie radzieckim, ludzie ci także nie bardzo angażowali się w bieżącą działalność polityczną. W większości przypadków chcieli po prostu mieć spokojną pracę i nareszcie bezpieczne życie.  Obok bierności politycznej, w większości przypadków, cechowała ich głęboka religijność. W transportach docierających do Wałbrzycha ze wschodu, wraz z ludnością cywilną przyjeżdżali również kapłani, a towarzyszący im wierni, często kosztem pozostawienia własnego, skromnego dobytku, przywozili tu sprzęty liturgiczne i „święte” obrazy. W ten sposób do kościoła Świętego Jerzego na Białym Kamieniu trafiły obrazy św. Jerzego i Matki Boskiej Białokamieńskiej. Pierwsi polscy kapłani odprawiali nabożeństwa na zmianę z kapłanami niemieckimi. Dla wiernych nie miało to jednak wtedy zbyt dużego znaczenia, bo i tak nabożeństwa odprawiano w języku łacińskim.

Inną, wyraźnie wyróżniającą się grupą osadników byli reemigranci z Francji i Belgii. Byli to ludzie, lub też często już dzieci tych ludzi, którzy w okresie międzywojennym wyjechali z Polski do Niemiec, Francji i Belgii w poszukiwaniu pracy i lepszych warunków życia. Ludzie ci pracowali tam przeważnie w belgijskich lub francuskich kopalniach i fabrykach jako zwykli górnicy i robotnicy. We Francji, w miastach północnych, przemysłowych departamentów Nordu i Pas-de-Calais przed wojną istniały całe, bardzo liczne kolonie polskie. Silnie oddziaływał na tych ludzi francuski ruch komunistyczny. Choć nowe władze polskie już z Lublina apelowały do emigrantów o powrót do kraju, to jednak z wielu względów sprawa ta się przeciągała. Wreszcie pod koniec 1946 roku ruszyła pierwsza fala reemigracji. Transporty kolejowe szły, między innymi, przez Czechosłowację do Międzylesia, gdzie powracających do ojczyzny kierowano w docelowe miejsca: do Wałbrzycha, do Boguszowa, do Gorc (nie do Gorców), a część także na Górny Śląsk. Prowadziła ich nadzieja na lepszy los; pełni wiary i zapału chcieli budować nowy, uczciwy i sprawiedliwy świat. Po przyjeździe ich położenie materialne, w porównaniu z tym, co zostawili, szybko się pogorszyło. Tylko część (tych lepiej wykształconych lub „mocno” ideowych) urządziła się w administracji i w kadrach partyjnych. Pozostali trafili do fabryk, do szarej, ciężkiej, codziennej pracy, Stąd brały się rozczarowania a wkrótce potem także bardzo liczne starania o możliwość ponownego wyjazdu do Francji. To zaś nie było już takie proste. Wobec poważnych trudności związanych z sytuacją polityczną, gdy w latach pięćdziesiątych, jak stwierdził Winston Churchill, kraje Europy Środkowej i Wschodniej oddzielone zostały od Zachodu „żelazną kurtyną”, tylko niewielu niedawnym reemigrantom udało się ponownie wyjechać „na zachód”. Według oficjalnej propagandy ludzie ci wybrali bardzo źle i nie należało ich żałować, ponieważ nie chcieli oni: „wspólnym trudem budować socjalizmu – ustroju sprawiedliwości społecznej i wybrali ucieczkę na zachód, gdzie będą musieli pracować dla wyzyskiwaczy i kapitalistów”.

Nieliczną grupę, która także osiadła w Wałbrzychu, stanowili kombatanci z armii generała Władysława Andersa. Mimo, iż część tych ludzi była bardzo czynna zawodowo, szczególnie w przemyśle górniczym, to jednak z oczywistych, politycznych względów, o wysokich stanowiskach nie mieli co marzyć. W latach czterdziestych sporą grupę mieszkańców miasta stanowili Żydzi, zebrani po okropnościach wojny właśnie w rejonie Wałbrzycha i Dzierżoniowa. Już 16 czerwca 1945 roku w Dzierżoniowie, który wtedy nazywano jeszcze Rychbachem (od niemieckiego Reichenbachu), powstał Wojewódzki Komitet Żydowski na Dolnym Śląsku. Polskie władze centralne chciały w tym rejonie stworzyć tak zwane „osiedle żydowskie”. Zgodnie z tą koncepcją kierowano na Dolny Śląsk Żydów ocalałych z holokaustu, z terenu całej Polski a nawet z ZSRR. W połowie 1946 roku liczba zebranej tu ludności żydowskiej sięgnęła 100 tysięcy osób. Największe skupiska tej ludności znajdowały się w Dzierżoniowie (prawie 40% ogółu mieszkańców), w Bielawie, Wrocławiu, Wałbrzychu i Legnicy. Niektórzy zajmowali dość ważne stanowiska w zarządach miast, część zajęła małe lokale usługowe i handlowe. Większość z nich zdecydowała się wkrótce, po 1947 roku, na emigrację do utworzonego w tym czasie, na ziemiach Palestyny, niepodległego państwa Izrael. Liczba Żydów zmalała tym samym, w końcu tego roku do 30 tysięcy. Na początku lat pięćdziesiątych osiedlono w Wałbrzychu także kilkutysięczną grupę Greków i Macedończyków – emigrantów politycznych, o przekonaniach lewico-wych przybyłych tu wraz z rodzinami. W Grecji szalała wojna domowa. Na skutek amerykańskiej pomocy gospodarczo-wojskowej (doktryna Trumana) szala zwycięstwa przechyliła się tam na prawo. Grecy nie do końca wtopili się w wałbrzyskie środowisko, gdzie dominowali wtedy „Borysławiacy” i „Francuzi”, i chociaż tu rodziły się ich dzieci, przez długie lata pobytu zachowali własne obyczaje, język i odrębną kulturę. W Wałbrzychu (w Białym Kamieniu) i w sąsiednich Świebodzicach próbowano także osiedlić Cyganów, co zresztą częściowo udało się.  W pierwszych latach powojennych, mimo prowadzonej akcji wysiedlania, mieszkało tu także wciąż wielu Niemców. W 1950 roku istniało jeszcze 10 szkół podstawowych z niemieckim językiem wykładowym. Istniała też szkoła żydowska oraz kluby greckie. Było to, więc, wtedy naprawdę międzynarodowe miasto.

W styczniu 1946 roku rozpoczęła działalność Komisja Ustalania Nazw Miejscowych dla Ziem Odzyskanych. Członkowie komisji rozważali i przedstawiali do zatwierdzenia ministerstwom Ziem Odzyskanych i Administracji nazwy zgłaszane przez komisje regionalne. Wszędzie gdzie to tylko było możliwe przywracano stare nazwy słowiańskie (polskie lub czeskie), ale w większości przypadków tłumaczono na język polski nazwy niemieckie. Czasem wymyślano nazwy całkiem nowe, jak na przykład Dzierżoniów (od nazwiska Jana Dzierżona, pszczelarza, który, poza nazwiskiem, z Polską niezbyt wiele miał wspólnego) lub Bierutowice (od nazwiska prezydenta). Komisja działała do roku 1948 30 czerwca 1946 roku odbyło się referendum ludowe. Pytania były następujące: 1. Czy jesteś za zniesieniem Senatu?, 2. Czy chcesz utrwalenia w przyszłej konstytucji ustroju gospodarczego wprowadzonego przez reformę rolną i unarodowienia państwowych gałęzi gospodarki krajowej z zachowaniem podstawowych uprawnień inicjatywy prywatnej?, 3. Czy chcesz utrwalenia zachodnich granic państwa polskiego na Bałtyku, Odrze i Nysie Łużyckiej?. Wg oficjalnych danych 96% głosujących wałbrzyszan na pytania referendum odpowiedziało 3 razy tak. I nawet, jeżeli w skali ogólnokrajowej wyniki referendum były sfałszowane, to w Wałbrzychu opcja ta z pewnością miała zdecydowaną przewagę. Nieco wcześniej, 4 maja 1946 roku w Wałbrzychu rozpoczęła pracę Miejska Rada Narodowa, której przewodniczącym został Wiktor Mikulski, członek PPR. 12 lipca 1946 roku Miejska Rada Narodowa powołała Zarząd Miejski – prezydentem miasta pozostał Eugeniusz Szewczyk. W wyborach do Sejmu przeprowadzonych 19 stycznia 1947 roku wygrał Blok Demokratyczny, czyli oczywiście partie rządzące, a właściwie to PPR.

Z czasem, mimo braku pełnej demokracji, życie się uspokoiło i unormowało a zagłębie wałbrzyskie ruszyło pełną parą. To nowy system społeczny i gospodarczy (3 stycznia 1946 roku, ogłoszono ustawę KRN o upaństwowieniu przemysłu) oraz wszechobecna propaganda stworzyły obraz typowo robotniczego zagłębia, początkowo rzeczywiście pełnego autentycznego entuzjazmu, którego mieszkańcy bardzo chętnie pracowali pod wypisanymi na sztandarach hasłami odbudowy kraju i budowy nowego ustroju sprawiedliwości społecznej. Bardzo wielu ludzi wierzyło, że naprawdę mogą tu rozpocząć nowe, lepsze życie. 29 września 1946 roku rozpoczęła nadawanie programów radiowych rozgłośnia Polskiego Radia we Wrocławiu. Stopniowo następowała laicyzacja szkolnictwa; w roku szkolnym 1949/50 już całkowicie wyeliminowano naukę religii ze szkół. Program szkolny miał być odtąd przede wszystkim zgodny z zasadami marksizmu-leninizmu. W Wałbrzychu działały już trzy licea ogólnokształcące. Pierwsze Państwowe Gimnazjum i Liceum im. Bolesława Limanowskiego powstało w październiku 1945 roku przy Szkole Podstawowej nr 1, ale już w następnym roku szkolnym (1946/47) przeniesiono je do gmachu przy ulicy Paderewskiego. W 1948 roku I Liceum otrzymało imię gen. Karola Świerczewskiego, poległego rok wcześniej w zasadzce przygotowanej przez Ukraińską Powstańczą Armię (UPA) pod Baligrodem. Imię generała Świerczewskiego I Liceum nosiło z dumą przez wiele kolejnych lat, dopiero w 1991 roku przemianowano je na Zespół Szkół Ogólnokształcących im. Ignacego Paderewskiego.   We wrześniu 1946 roku, bez wielkiej pompy rozpoczęło codzienną pracę prywatne żeńskie gimnazjum i liceum ogólnokształcące mieszczące się na Sobięcinie (obecnie plac M. Darowskiej), przy klasztorze Sióstr Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny, czyli popularnych „niepokalanek”. Wreszcie, w 1947 roku, zaczyna działać Gimnazjum i Liceum Robotniczego Towarzystwa Przyjaciół Dzieci, czyli późniejsze II Liceum im. Hugona Kołłątaja, zajmujące stary gmach szkolny przy alei Wyzwolenia. W 1948 roku znika z polskiego szkolnictwa pojęcie „gimnazjum” – wprowadzono wówczas obowiązkową siedmioletnią szkołę podstawową i nieobowiązkowe czteroletnie liceum. Duże zmiany zachodzą także w systemie niższego szkolnictwa zawodowego. W miejsce doraźnie dotąd organizowanych szkół przysposabiających do zawodu, w oparciu o uchwałę rządu z 1951 roku, przez kilka kolejnych lat wdraża się nowy system, który w końcu podzielił szkoły zawodowe na szkoły zasadnicze (zwykle 3 letnie) i na technika (zwykle 5 letnie).

Dopiero po 2 latach od zakończenia wojny, 2 lipca 1947 roku sejm uchwalił ustawę o Trzyletnim planie Odbudowy Gospodarczej. Jednym z jego celów było usunięcie zniszczeń i integracja gospodarcza Ziem Odzyskanych z resztą kraju. Rozpoczęła się odbudowa wielkich zakładów przemysłowych, takich jak „Pafawag” i „Dolmel” we Wrocławiu, „Rokita” w Brzegu Dolnym, fabryka aparatów radiowych w Dzierżoniowie, zdewastowanej huty niklu w Szklarach, huty miedzi w Wizowie koło Bolesławca, czy tez huty szkła w Pieńsku. Odbudowywano opolskie cementownie i odwodniono zalaną przez Niemców kopalnię rudy miedzi „Lena” w Złotoryi. To wtedy właśnie Wincenty Pstrowski, górnik-rębacz z Zabrza rzucił, wzorem radzieckiego przodownika Stachanowa, wezwanie do socjalistycznego współzawodnictwa pracy.

21 lipca 1948 roku otwarto we Wrocławiu Wystawę Ziem Odzyskanych, przedstawiającą dorobek trzyletniej odbudowy. Wtedy przed dawną Halą Stulecia Maxa Berga, nazwaną po wojnie Halą Ludową, ustawiono stalowy maszt – Iglicę, będącą symbolem wystawy. Na tę okazję otwarto ponownie, mieszczący się tuż obok, Miejski Ogród Zoologiczny (powstał w 1865 roku). Wystawę Ziem Odzyskanych odwiedziło około 1,5 miliona osób. Wystawę zwiedzili również goście Światowego Kongresu Intelektualistów w Obronie Pokoju, który odbył się we Wrocławiu 25 sierpnia 1948 roku. Na Kongres przybyli między innymi: Pablo Picasso, Bertold Brecht, Frederic Joliot, Irena Joliot-Curie, Ilia Erenburg. Dzięki kongresowi polski Wrocław uzyskał rozgłos, lecz po likwidacji Ministerstwa Ziem Odzyskanych (w styczniu 1949 roku) wszystko wróciło do normy. Miasto, podobnie jak i inne miasta dolnośląskie dostarczało przede wszystkim cegły rozbiórkowej pochodzącej ze zniszczonych budowli, bardzo przydatnej dla odbudowy Warszawy. W roku 1951 wywożono z Wrocławia około miliona sztuk cegieł dziennie.

A tymczasem Polska Partia Robotnicza (PPR), na wzór radziecki, przejmowała stopniowo kontrolę nad całym życiem politycznym, gospodarczym a nawet kulturalnym w kraju. Najpierw połączono organizacje młodzieżowe tworząc Związek Młodzieży Polskiej (w Wałbrzychu powstał Zarząd Powiatowy), potem zreorganizowano Miej-skie Rady Narodowe, wreszcie na Kongresie Zjednoczeniowym, który rozpoczął ob-rady 15 grudnia 1948 roku, nastąpiło połączenie PPR i PPS. W ten sposób powstała Polska Zjednoczona Partia Robotnicza. Przewodniczącym KC PZPR został Bolesław Bierut. I sekretarzem Komitetu Powiatowego PZPR w Wałbrzychu został wtedy Mieczysław Marzec. Po zapewnieniu sobie pełni władzy nastąpiło „oczyszczanie szeregów” partii i całego aparatu władzy. To oczyszczanie odbywało się nie tylko na szczeblu centralnym, gdzie za „odchylenia prawicowo-nacjonalistyczne” usunięto z władz partyjnych między innymi Władysława Gomułkę, Zenona Kliszkę i Mariana Spychalskiego, ale także na niższych szczeblach. Wtedy, to znaczy w latach 1949-1950, usunięto z Partii oraz z kierowniczych stanowisk w przemyśle i we wszystkich istotnych urzędach niższego i wyższego szczebla, wielu ludzi wartościowych, naprawdę oddanych idei komunistycznej. Inni odeszli nie mogąc poradzić sobie ze „skorupą partyjną”. Ich miejsce szybko zajęli nowi „towarzysze”, może mniej ideowi i bezkompromisowi, ale za to całkowicie oddani i powolni zwierzchnim władzom i odgórnym nakazom. Tak zaczął się kształtować, powszechny później, model kariery społeczno-politycznej w PRL. To właśnie wtedy zaczynał się rodzić, powszechny potem, typ działacza partyjnego, który wie, że trzeba wstąpić do partii, aby awansować, a potem można już, co innego myśleć, co innego mówić, a jeszcze, co innego robić. Publicznie należało zawsze mówić i postępować wyłącznie tak, jak każe i naucza partia – inaczej kariery nie można było zrobić. Obowiązywała przy tym zasada ścisłego odwzorowywania metod i rozwiązań radzieckich, sprawdzonych już w Kraju Rad. Wiosną 1949 roku w Sadowicach Wrocławskich powstała pierwsza na Śląsku rolnicza spółdzielnia produkcyjna (RSP). Zapoczątkowany został proces kolektywizacji rolnictwa, który jednak w Polsce szedł dość opornie – po październikowym przełomie 1956 roku, z ponad 1700 spółdzielni istniejących na Dolnym Śląsku w 1955 roku, pozostało zaledwie 70.  W lipcu 1950 roku, na wzór radziecki przyjęto ustawę o planie sześcioletnim. Rok wcześniej, w styczniu 1949 roku, „w celu zacieśnienia współpracy gospodarczej między krajami socjalistycznymi”, powołano w Moskwie Radę Wzajemnej Pomocy Gospodarczej (RWPG).  W listopadzie tego samego roku marszałkiem Polski zostaje marszałek Związku Radzieckiego Konstanty Rokossowski. Wiązało się to, o czym będzie jeszcze mowa, z rozwojem sytuacji politycznej na zachodzie Europy, a między innymi także z powstaniem dwóch państw niemieckich: Niemieckiej republiki Federalnej (NRF) powstałej na terenie zachodnich stref okupacyjnych i Niemieckiej Republiki Demokratycznej (NRD) na terenie radzieckiej strefy okupacyjnej.

Pod koniec 1949 roku w Wałbrzychu mieszkało już 66 tysięcy 164 Polaków, a w pozostałych miastach powiatu wałbrzyskiego zamieszkiwało 53.012 Polaków.  W centrum Wałbrzycha, przy alei Wyzwolenia, już w pierwszą rocznicę zakończenia wojny, odsłonięto pomnik wdzięczności Armii Czerwonej, wyzwolicielce miasta. Twórcą pomnika był Wiktor Reiff, inżynier architekt, który opracował także winietę tygodnika „Wałbrzych”, ukazującego się krótko, począwszy od stycznia 1947 roku. Ukazało się tylko 28 numerów tego tygodnika.  Przed Pomnikiem Wdzięczności odbywały się defilady i uroczyste składanie wieńców w czasie najrozmaitszych uroczystości państwowych, np. z okazji kolejnych rocznic Manifestu Lipcowego, święta 1 Maja, Dnia Zwycięstwa, lub rocznicy Rewolucji Październikowej. Mimo silnego oporu dużej części mieszkańców miasta, pomnik ten rozebrano po 1989 roku, nie stawiając, niestety, w tym miejscu niczego w zamian.   Oburzające jest niszczenie pomników przeszłości – bez względu na przesłanki tych czynów, jest to zawsze niszczenie historii w celu jej zamazania lub „naprawy”.   Zamiast pozostawić te pomniki, choćby jako świadectwo działań ojców, przodków, czy też pracy innych narodów zamieszkujących przez wieki tę ziemię, aby na ich podstawie uczyć, informować o okolicznościach ich wzniesienia, najczęściej niszczy się je doszczętnie, tak, aby nawet ślad po nich nie pozostał. Jest to zwykłe barbarzyństwo. Aby usunąć wszelkie ślady niemieckiej przeszłości tych ziem zlikwidowano stare cmentarze, tworząc na ich terenie parki. Tak między innymi zniknęły cmentarze na Piaskowej Górze i na Białym Kamieniu. Małe pomniki nagrobne i te większe stojące na miejskich placach dały się łatwo zniszczyć. Trudniej było usunąć wielkie historyczne budowle, choć i te usiłowano wyburzyć.   W ten sposób zniszczono wiele bezcennych obiektów znajdujących się na Dolnym Śląsku. Przykładem może tu być perła neogotyku, ostatnie dzieło znakomitego pruskiego architekta Karla Fryderyka Schinkla – pałac w Kamieńcu Ząbkowickim, którego budowę rozpoczęto w 1838 roku, należący aż do 1945 roku, do jednej z gałęzi królewskiego rodu Hohenzollernów. I nieprawdą jest, że to wojska radzieckie dokonały tego zniszczenia. Oni jedynie rozpoczęli grabież. To sami Polacy zniszczyli zarówno ten, jak i wiele innych, licznie występujących tu kiedyś wspaniałych zamków i pałaców, szabrując z nich przez wiele lat, co tylko się dało. Odpowiedzialność za to spada przede wszystkim na ówczesną administrację państwową i służby konserwatorskie. „Władze” celowo nie interweniowały, nie zabezpieczały tych zabytków, ponieważ nie można było w nich znaleźć choćby najmniejszych śladów piastowskich, a wręcz przeciwnie – były to bardzo niechciane symbole dawnej potęgi pruskiej. Przykładów takich celowych działań, a właściwie całkowitego braku jakichkolwiek przeciwdziałań jest na terenie Dolnego Śląska wiele. Ale to już zupełnie inna historia.

W centrum Wałbrzycha, na placu Kościelnym stał sobie spokojnie, jeszcze przez wiele lat po wojnie, stary pomnik wojenny z 1884 roku. Rozebrano go dopiero w 1951 roku. W tym samym miejscu ustawiono wówczas popiersie polskiego działacza komunistycznego, nijak niezwiązanego z Wałbrzychem – Juliana Marchlewskiego. Plac Kościelny również nazwano jego imieniem. Z kolei pomnik Marchlewskiego stał sobie w tym miejscu aż do czasów ogólnopolskiej akcji usuwania śladów „poprzedniego ustroju” i „komunistycznego” nazewnictwa ulic i placów, rozpoczętej na początku lat 90-tych. Odnośnie nazewnictwa warto przypomnieć, że bezpośrednio po wojnie istniały odmienne, dziś już często zapomniane, nazwy ulic, placów i osiedli, nadawane im albo odgórnie, albo też spontanicznie przez samych mieszkańców – osiedleńców. Na przykład Boguszów przez krótki okres czasu nazywano Bożą Górą (tłumacząc wprost nazwę Gottesberg), Gorce to było Piastowo, Sobięcin nazywano wówczas Węglewem a Podgórze najpierw było Dzietrzychowem (przekształconym z Dittersbach) a potem Ogorzelcem.  W marcu 1946 roku, przy kopalni i koksowni powstał klub sportowy „Victoria” Węglewo. Przy okazji warto wspomnieć, że w Wałbrzychu istniały wtedy także inne, bardzo liczne, najczęściej przyzakładowe kluby sportowe, między innymi takie jak: „Omtur”, „Lustrzanka”, „Górnik”, „Mieszko”, „Zryw”, „Len” i „Julia” a później także „Czarni”. W 1950 roku mistrzostwo Dolne-go Śląska w piłce nożnej zdobył Terenowy Klub Sportowy „Górnik”, który w finale pokonał „Nysę” Kłodzko. Ówczesny TKS „Górnik” powstał z połączenia starego „Górnika” przy DśZNPW, „Victorii”, „Chrobrego”, „Mieszka” i „Julii”.

Stopniowo rozwijała się też rekreacja. W sierpniu 1947 roku wałbrzyski oddział Dolnośląskiego Związku Popierania Turystyki zorganizował „Święto Gór” – uroczystości połączone z uruchomieniem jako tako odbudowanego schroniska odbyły się na Chełmcu. Ale najczęściej, po ciężkiej pracy, dla robotniczej ludności miasta organizowano ludowe festyny, z muzyką, karuzelami, strzelnicami i kiszonymi ogórkami z beczki. Imprezy tego rodzaju odbywały się najczęściej na przyzakładowym boisku, a gwoździem programu był prawie zawsze mecz piłkarski – oczywiście w wykonaniu amatorów z przyzakładowych klubów, bo o sporcie zawodowym nie było wówczas mowy.  Czasem, szczególnie latem, w niedziele i święta mieszkańcy wyruszali też na dłuższe lub krótsze piesze wycieczki. Szczególnie często odwiedzanym miejscem był zamek Książ (wtedy mówiono i pisano Książno) i jego leśne okolice, duże gospodarstwo ogrodnicze w Lubiechowie z charakterystyczną palmiarnią, a także pobliska ferma lisów i jeziorko Daisy (noszące imię ostatniej pani na książańskim zamku).  To malownicze jeziorko, to pozostałość po kamieniołomie wapieni koralowych, czynnym jeszcze na początku XX wieku.

W grudniu 1948 roku powstała Spółdzielnia Produkcyjna w Szczawienku, nieco później, następna, w Białym Kamieniu. W podwałbrzyskich wsiach zakładano koła ZMP, „Samopomocy Chłopskiej”, Koła Gospodyń Wiejskich, Ludowe Zespoły Sportowe (LZS-y). Coś trzeba było robić – telewizji przecież nie było; na początku nawet radio było rzadkością, zastępowały je głośniki, nadające jeden program radiowy. Bieżące wiadomości przynosiła prasa, a kontakt z kulturą najczęściej zapewniała książka. Pierwsza miejska biblioteka publiczna powstała już w grudniu 1945 roku, a jej pierwszym kierownikiem był Marian Jachimowicz, później uznany poeta. Biblioteka posiadała wtedy aż 107 książek! Zapotrzebowanie na książki było ogromne. Już w 1951 roku miejska Biblioteka Publiczna miała 7 filii, ponad 29 tysięcy książek oraz 3600 czytelników.  W 1949 roku otwarto Muzeum Wałbrzyskie. Kierownikiem muzeum, od 1949 aż do 1976 roku, był Eufrozyn Sagan, paleobotanik. Mimo istnienia wałbrzyskiego muzeum wiele cennych eksponatów, zarówno z samego muzeum jak i z zamku Książ, wywieziono z Wałbrzycha, między innymi do oddziału Muzeum Narodowego w Pszczynie. Plotki krążące wśród mieszkańców miasta mówiły o tym, że sporo eksponatów, szczególnie z wyposażenia zamku Książ (gdzie stacjonowały wtedy wojska radzieckie) chciano wywieźć do Związku Radzieckiego. Ponoć ostatecznie zostały w Polsce, ale trafiły do Łańcuta.

W roku szkolnym 1949/50 szkolnictwu wałbrzyskiemu przybyło kolejne liceum – III Liceum na Sobięcinie.  W tym samym roku, na Starym Zdroju, w gmachu przy ulicy Kombatantów zorganizowano Liceum Pedagogiczne.  Później, w drugiej połowie lat sześćdziesiątych, w budynku tym mieściło się Technikum Budowlane nr 2. W 1950 roku otwarto też pierwsze klasy Technikum Górniczego w szkole przy ulicy Poznańskiej. W następnym roku otrzymało ono imię Wincentego Pstrowskiego, najsłynniejszego polskiego przodownika pracy. W 1950 roku zreformowano administrację terenową. Przewodniczącym nowej, zreformowanej Miejskiej Rady Narodowej został Tomasz Piętka, były górnik, reemigrant z Francji.

6 lipca 1950 roku premierzy Polski (Józef Cyrankiewicz) i Niemieckiej Republiki Demokratycznej (Otto Grotewohl) podpisali w Zgorzelcu układ „o wytyczeniu ustalonej i istniejącej polsko-niemieckiej granicy państwowej”. Bratni kraj demokracji ludowej – NRD uznał powojenne granice na Odrze i Nysie Łużyckiej. Akt o wykonaniu demarkacji granicy w terenie i ojej oznakowaniu podpisany został we Frankfurcie nad Odrą 27 stycznia 1951 roku. Układ zgorzelecki miał duże znaczenie dla późniejszych układów z drugim państwem niemieckim – Niemiecką Republiką Federalną (NRF). Wówczas o układach z kapitalistyczną Niemiecką Republiką Federalną nie mogło być nawet mowy. Był to przecież czas „zimnej wojny”. Po jednej stronie byliśmy my – walczący o pokój i budujący ustrój sprawiedliwości społecznej, z drugiej zaś strony byli oni – wstrętni kapitaliści, wyzyskiwacze i imperialistyczni podżegacze wojenni. W 1949 roku, podobnie jak i w innych miastach Polski, także w Wałbrzychu powołano Powiatowy Komitet Ruchu Obrońców Pokoju, który zbierał podpisy obywateli pod apelami o zachowanie pokoju.

1 stycznia 1951 roku poszerzono granice Wałbrzycha. Do miasta włączono wtedy sąsiednie miejscowości:  Biały Kamień, Sobięcin, Szczawienko, Piaskową Górę (jeszcze bez nowego osiedla mieszkaniowego), Poniatów i Rusinową (czyli jak mówiono wtedy i nadal mówi się w Wałbrzychu – Rusinów).   W 1950 roku kopalnia „Biały Kamień” (dawny „Fuchs”) zmieniła nazwę na KWK „Thorez”. W 1951 roku, z połączenia czterech odrębnych koksowni powstały Zakłady Koksownicze „Wałbrzych”, a w 1954 roku, jako efekt połączenia dwóch kopalń: „Bolesław Chrobry” i „Mieszko”, powstała Kopalnia Węgla Kamiennego „Wałbrzych”. W tym czasie, w dalszym ciągu we wszystkich wałbrzyskich kopalniach wspólnie z Polakami pracowało jeszcze wielu starych górników – Niemców, doskonale znających tutejsze pokłady.

W 1953 roku zmarł Józef Stalin. We wszystkich zakładach przemysłowych zawyły syreny, przerwano pracę, wszędzie odbywały się masówki, na których działacze partyjni w gorących słowach opłakiwali „ojca narodów”.  Ostatnią większą akcją okresu stalinowskiego, który u nas, mimo śmierci „wodza światowego proletariatu” trwał jeszcze do 1956 roku, był tak zwany „zaciąg pionierski”. W Polsce centralnej wciąż istniało jeszcze przeludnienie i bezrobocie – natomiast na Górnym Śląsku i w Wałbrzychu brakowało rąk do pracy, szczególnie w górnictwie. Już w 1952 roku Zarząd Główny ZMP wezwał młodzież do pionierskiego zaciągu do pracy w górnictwie. Apel przyniósł efekty dwojakiego rodzaju. Przybyła do Wałbrzycha niewykwalifikowana młodzież pozwoliła, co prawda, uzupełnić braki w zatrudnieniu, ale jednocześnie spowodowała zerwanie dopiero, co utworzonych więzi społecznych wśród miejscowej ludności. Przybyłych, młodych ludzi zakwaterowano w Domach Górnika, nie przejmując się zbytnio panującymi tam warunkami socjalnymi. W ten sposób powstawały często ogniska przestępczości, złodziejstwa chamstwa i cwaniactwa. Sporo z tych młodych ludzi szybko odeszło z górnictwa i wyjechało; tylko niewielka część została. Ale w rezultacie, dzięki temu zaciągowi wydobycie węgla nie spadło. Tak naprawdę to dopiero na początku lat sześćdziesiątych, kiedy do wałbrzyskich kopalń trafili absolwenci miejscowych szkół górniczych – mieszkańcy Wałbrzycha i jego najbliższych okolic, uformował się ostateczny trzon załóg kopalnianych.

Ogólnopolskie zmiany nastąpiły w 1956 roku, dopiero po śmierci Bolesława Bieruta i po protestach robotników Poznania. Także we Wrocławiu, 22 października odbyły się wiece w „Pafawagu” i na Politechnice, oraz manifestacja uliczna. Manifestację szybko rozproszyła milicja. W Legnicy zamieszki trwały 2 dni. Wałbrzyscy górnicy nie wzięli wtedy udziału w żadnych demonstracjach. W PZPR, przede wszystkim dzięki Władysławowi Gomółce i grupie jego współpracowników, podjęto wówczas próbę modernizacji socjalistycznego systemu politycznego, odejścia od systemu stalinowskiego. Oczywiście, działania takie były możliwe tylko za przyzwoleniem kierownictwa KPZR – sekretarzem generalnym był wtedy Nikita Chruszczow, przywódca, który zamknął erę terroru stalinowskiego, powiedział głośno o „okresie błędów i wypaczeń”, postawił na szybki rozwój gospodarczy Związku Radzieckiego (zarówno w przemyśle, jak i rolnictwie), nawiązał kontakty z kapitalistycznymi państwami zza żelaznej kurtyny, a nawet osobiście odwiedził Stany Zjednoczone. Dzięki temu zmiany, których zakres i rozmiary były starannie kontrolowane przez Moskwę, nastąpiły również we wszystkich krajach Układu Warszawskiego. W Polsce również nastąpiła demokratyzacja, mówiono o „socjaliźmie z ludzką twarzą”. Węgrzy zbyt dosłownie zrozumieli tę „odwilż” i dostali od Związku Radzieckiego srogą nauczkę. W Polsce skończyło się na szczęście tylko tym, że premier Józef Cyrankiewicz zagroził „obcinaniem rąk podniesionych na socjalizm”.

W Wałbrzychu wszystkie te zmiany nie były specjalnie odczuwalne. Jesienią utworzono, co prawda, rady robotnicze, ale szybko stały się one po prostu jeszcze jednym, biurokratycznym organem administracji zakładowej. Związek Młodzieży Polskiej (ZMP) zastąpiono Związkiem Młodzieży Socjalistycznej (ZMS). Wznowiły działalność Związek Harcerstwa Polskiego (ZHP) i Związek Młodzieży Wiejskiej (ZMW). I to chyba wszystko; już w 1957 roku proces demokratyzacji uległ wyraźnemu zahamowaniu. W latach 1956-1958 z Wałbrzycha wyjechali prawie wszyscy, pozostali jeszcze dotąd w mieście, Niemcy i Żydzi. Zagłębie wałbrzyskie pomogło Polsce przetrzymać pierwsze, najgorsze lata powojenne. Wałbrzyski węgiel pozwolił przetrwać i podnieść się zniszczonej gospodarce Polski. Potem pomału tracił na znaczeniu, nie był już tak niezbędny. W 1957 roku w okolicach Legnicy i Głogowa odkryto ogromne złoża rud miedzi i w latach 60-tych zbudowano tam nowy, potężny okręg przemysłowy. Niewielkie miejscowości, takie jak Lubin czy Polkowice, wyrosły na duże miasta. Była to jedna z największych inwestycji gospodarczych Polski Ludowej. Od 1958 roku zaczęto budować Rybnicki Okręg Węglowy (ROW), gdzie także występował węgiel koksujący, oraz Zagłębie Turoszowskie. Najlepsi fachowcy i młodzież uciekali z Wałbrzycha, przenosili się do tych nowych i nowoczesnych ośrodków przemysłowych. Tam były lepsze zarobki, tam łatwiej można było uzyskać mieszkanie. Mieszkania przecież nie można było wtedy kupić (można było, co najwyżej wynająć). Przydział otrzymywało się dopiero po odpowiednio długim i cierpliwym oczekiwaniu w kolejce, wśród wielu osób zarejestrowanych w urzędzie i starających się o klucze do własnego mieszkania.

1957 roku Wałbrzych liczył 62 km2 powierzchni i 110 tysięcy stałych mieszkańców. Biuro ewidencji ludności zanotowało wówczas aż 18 narodowości zamieszkujących na terenie miasta. Jak już wspomniano sporą grupę mieszkańców miasta stanowili Polacy przesiedleni zza Buga, w większości z Borysławia; w Wałbrzychu wciąż nazywano ich „Borysławiakami”. Nieco mniej liczni byli „Francuzi” – repatrianci z Francji i Belgii. Prócz tego mieszkali tu również Grecy – zmuszeni do ucieczki z własnego kraju, zwykle ludzie o poglądach lewicowych i ich rodziny, obawiający się represji skrajnie prawicowej władzy, która objęła rządy w Grecji. Na ulicach można, więc, było słyszeć różne języki: polski (śpiewny-kresowy lub z charakterystycznym, gardłowym „r”), francuski, którym często porozumiewali się między sobą „Francuzi”, czasami, choć już coraz rzadziej niemiecki (autochtonów pozostało niewielu), sporadycznie także grecki, włoski, serbsko-chorwacki, oraz specyficzny żargon żydowski. W 1959 roku zakończyła się druga fala akcji repatriacyjnej ludności polskiej z terenów ZSRR. Spora część tych ludzi również osiedliła się w Wałbrzychu i w powiecie wałbrzyskim.

Dopiero 13 czerwca 1958 roku podpisano wreszcie umowę o wytyczeniu granicy między Polską a Czechosłowacją, regulującą ostatecznie sporne kwestie terytorialne pomiędzy dwoma państwami. W tym samym roku Fabryka Samochodów Dostawczych w Nysie zaczęła produkować popularne „nyski” a w Zagłębiu Turoszowskim rozpoczęto budowę Kopalni Węgla Brunatnego „Turów II” – największej kopalni odkrywkowej w Polsce. W 1961 roku we Wrocławskich Zakładach Elektronicznych „Elwro” skonstruowano pierwszą polską maszynę cyfrową „Odra 1001″, a w 1964 ruszyła seryjna produkcja komputerów II generacji – „Odra 1003″.

W Wałbrzychu w latach 60-tych, nazewnictwo ulic i zakładów pracy musiało być zgodnie z duchem internacjonalizmu. Dlatego, między innymi, wielka kopalnia wałbrzyska nosiła dumnie imię francuskiego komunisty Maurice Thorez’a, do rynku prowadziła ulica Belojannisa, greckiego przywódcy komunistycznego, a na Piaskowej Górze Huta „Karol” mieściła się przy ulicy Ernsta Thaelmanna.  Stopniowo zanikał jednak pierwotny koloryt wałbrzyskiej ulicy i ta fantastyczna rozmaitość nacji. Niemcy i Żydzi wyjechali, później również Grecy opuszczają Wałbrzych. Młodzież, urodzona już w polskim Wałbrzychu, uczyła się w szkołach „czystego”, literackiego języka polskiego i potem w domu często poprawiała rodziców mówiących rozmaitymi gwarami bądź dialektami, nieświadomie kaleczących polszczyznę.

W latach 1957/58 łączna długość linii tramwajowych i trolejbusowych wynosiła w Wałbrzychu 48 kilometrów. Oszacowano, że każdego dnia ze środków masowej komunikacji miejskiej korzystało wtedy ponad 51 tysięcy ludzi. W 1960 roku w Wałbrzychu jeździło 88 taksówek – w tym aż 56 prywatnych. 27 taksówek było państwowych a 5 spółdzielczych. Taksówki państwowe wyróżniały się tym, że po obu stronach miały na karoserii namalowany pas z charakterystyczną szachownicą.

O ile we Wrocławiu i innych ośrodkach przemysłowych powstawały nowe przedsiębiorstwa, to w Zagłębiu Wałbrzyskim przez pierwszych 15 lat jedynie eksploatowano istniejące, poniemieckie kopalnie, huty i fabryki, nie inwestując w nie zupełnie, i nie budując żadnych nowych zakładów pracy. Sytuacja zmieniła się nieco na lepsze dopiero pod koniec pierwszej połowy a następnie w drugiej połowie lat sześćdziesiątych. W 1964 roku wybudowano dużą chłodnię składową a w 1968 roku Zakład Garmażeryjny. Cały przemysł, zarówno ciężki jak i lekki, znajdował się oczywiście wyłącznie w rękach państwa. Handel kontrolowany był przez instytucje państwowe i spółdzielcze. Były to: Miejski Handel Detaliczny (czyli MHD) i Powszechna Spółdzielnia Spożywców (PSS). Handel prywatny istniał również, ale nie miał większego znaczenia. Kwitł tylko na miejskim placu targowym, czyli na tak zwanym „Zielonym Rynku” przy ulicy 1 Maja. W tym czasie odbywały się także cotygodniowe targi rolnicze na placu przy ulicy Wrocławskiej, tuż obok przepływającej tędy Pełcznicy. Obok placu targowego był skup złomu. Po drugiej stronie ulicy, jak już wspominano stał wtedy (i jeszcze pracował) stary młyn wodny.

Największym domem handlowym był wówczas, i pozostał także później, co najmniej do połowy lat dziewięćdziesiątych, Powszechny Dom Towarowy, PDT, stojący przy skrzyżowaniu ulic Słowackiego i Waryńskiego. Także prawie całe wałbrzyskie rzemiosło zdominowane było przez organizacje spółdzielcze. Były, więc duże spółdzielnie krawieckie (między innymi „Waryński”), szewskie („Botwina”), metalowców („Świerczewski”), a także zegarmistrzowskie, fryzjerskie i inne. Drobnych rzemieślników skupiał mocno kontrolowany Cech Rzemiosł Różnych.

Człowieka przyjeżdżającego do Wałbrzycha w końcu lat pięćdziesiątych uderzał natychmiast jego wybitnie przemysłowy charakter. Już z okien pociągu widać było, szczególnie nocą, piekielne sceny tworzone przez czerwony blask koksu żarzącego się w bateriach koksowniczych, kręcące się wciąż koła nad szybami wież wyciągowych, i charakterystyczne wagoniki kolejek napowietrznych kursujące nad ulicami, z kopalni na hałdę i z powrotem.  W ostatnich latach przed wojną Wałbrzych nie wykazywał silnych tendencji rozwojowych. Niemcy stawiali wtedy raczej na uzyskiwany mniejszym kosztem węgiel górnośląski i z zagłębia Ruhry. Tu, w Wałbrzychu, pokłady o bardzo różnych miąższościach (czyli grubościach) były nierównomiernie rozłożone, pofałdowane, posiekane uskokami i w związku z tym trudne w eksploatacji. Pozyskiwanie węgla w takich warunkach wymagało, więc, bardzo ciężkiej, męczącej, fizycznej pracy (w niskich pokładach górnicy często pracowali na kolanach) i znacznie podnosiło koszty wydobycia. Ponieważ jednak po wojnie węgla ciągle brakowało, zadbano o to, aby siły roboczej było dość. Ludzie najpierw chcieli, a później już musieli, pracować za skromne wynagrodzenie, wierząc wciąż w lepsze jutro, a propaganda przy pomocy radia i prasy podgrzewała nastroje i tworzyła etos „górniczego trudu”. W ten sposób wydobycie wałbrzyskiego węgla, mimo znacznych kosztów, wciąż rosło i rosło. I także dzięki temu, każdy wałbrzyszanin wiedział, że to właśnie tu wydobywa się najlepszy w Polsce węgiel koksujący. W rzeczywistości w zagłębiu wałbrzyskim występuje (a raczej występowała) dość duża różnorodność węgla. Często obok siebie występuje chudy, gazowo-płomienny antracyt oraz węgiel silnie koksujący. W kontakcie ze skałami wulkanicznymi pojawia się nawet naturalny koks. Po wojnie Ojczyzna potrzebowała węgla i koksu, więc Wałbrzych dostarczał go w ilościach imponujących. W 1948 roku udziałem Zagłębia Wałbrzyskiego w ogólnym wydobyciu węgla w Polsce było, co prawda, tylko 5%, ale za to w produkcji koksu było to już 34%, a w produkcji koksu odlewniczego (używanego w hutach) – nawet 50%.

W skład Dolnośląskiego Zjednoczenia Przemysłu Węglowego, którego dyrekcja zajmowała budynek dawnego zamku Czettryców, wchodziły wówczas cztery kopalnie wałbrzyskie. Były to: „Thorez”, „Victoria”, „Chrobry” i „Mieszko”, oraz dwie kopalnie leżące poza Wałbrzychem: „Nowa Ruda” i „Słupiec”. Przy każdej z wałbrzyskich kopalń istniały koksownie. Ich produkcja wysyłana była liniami kolejowymi do hut Górnego Śląska, do Huty Bieruta w Częstochowie i do Huty Lenina. Koksownie dostarczały także gazu koksowniczego dla potrzeb mieszkańców i zakładów przemysłowych, nie tylko miasta, ale i szerokiej okolicy. Jeszcze po wojnie niektóre wałbrzyskie ulice posiadały oświetlenie gazowe. Ponoć wałbrzyski gaz tłoczony był rurociągami aż do NRD. Od 1967 roku nastąpił widoczny rozwój gazownictwa, rozbudowano starą tłocznię „Bolesław Chrobry” a także tłocznię i duży węzeł przesyłowy na Sobięcinie. Na bazie węgla oparta była także wałbrzyska energetyka. Energia elektryczna z wałbrzyskiej elektrowni (na placu Grunwaldzkim) przesyłana była z kolei nawet do sąsiedniej Czechosłowacji.  W roku 1957 zasoby węgla na przestrzeni od Słupca do Kamiennej Góry oceniano na 400 milionów ton i liczono, że przy ówczesnym poziomie wydobycia, wałbrzyski węgiel można będzie eksploatować jeszcze przez okres 70 do 90 lat. Nikt chyba nie spodziewał się wtedy, że już na początku lat dziewięćdziesiątych (a więc zaledwie po 35 latach), z uwagi na nieopłacalność wydobycia, rozpocznie się definitywna likwidacja wałbrzyskiego zagłębia węglowego – zagłębia, którego historia liczy sobie przecież ponad 600 lat!

W latach sześćdziesiątych pełną parą pracowały także dwa duże zakłady porcelany stołowej : ZPS „Krzysztof” w Śródmieściu (dawna fabryka Kristera) i ZPS „Wałbrzych” na Starym Zdroju (czyli dawna fabryka barona Tielscha). ZPS „Krzysztof” posiadały nawet w tym czasie swój firmowy sklep w Warszawie. Nowych fachowców kształciło, położone w Szczawnie Zdroju, Technikum Ceramiczne. Prosperowała także „Kalkomania”. Wszystkie wałbrzyskie dzieci znały dobrze wyroby tej firmy z tak zwanych „odbijanek”, czyli kalek wykorzystywanych do zdobienia porcelany, często zresztą wynoszonych z zakładu przez pracowników. Dzieci nalepiały je później na wszelkie domowe naczynia kuchenne. Poza kalką, przeznaczoną dla fabryk porcelany, Wałbrzyskie Zakłady Kalkomanii i Farb Ceramicznych produkowały wtedy także skale radiowe a nawet znaki drogowe.  Przy alei Wyzwolenia, w pobliżu placu Tuwima pracował jeszcze pełną parą stary i wysłużony już browar wałbrzyski. Znacznie większym uznaniem prawdziwych piwoszy cieszyło się boguszowskie piwo „Górski Zdrój”. Po drugiej stronie alei Wyzwolenia budynek dawnego gimnazjum klasycznego zajmowała Polska Zjednoczona Partia Robotnicza.

W czwartki w mieście ukazywał się jej lokalny organ: tygodnik „Trybuna Wałbrzyska”. Głównym, ogólnopolskim organem PZPR była „Trybuna Ludu”. Poza tym w kioskach „Ruchu” były codzienne wydania gazet wrocławskich: „Gazety Robotniczej” i „Słowa Polskiego”. Większe imprezy artystyczne oraz wszelkie uroczyste akademie odbywały się przeważnie w Górniczym Domu Kultury kopalni „Thorez”, popularnym „giedeku”, czyli dawnym „Capitolu”, posiadającym najładniejszą salę widowiskowo-kinową miasta. Dopiero w 1964 roku Wałbrzych otrzymał wreszcie własny Teatr Dramatyczny. Poprzednio, począwszy od 1956 roku działała tu tylko filia Państwowego Teatru Dolnośląskiego z Jeleniej Góry. Pierwszy sezon wałbrzyskiego Teatru Dramatycznego rozpoczęła uroczysta premiera „Zemsty” Aleksandra Fredry. Do innych placówek kulturalnych miasta należały: Klub Międzynarodowej Książki i Prasy, gdzie można było za parę groszy kupić zagraniczną prasę, przede wszystkim tę o „właściwej” orientacji, jak na przykład gazety: „Prawda”, „Neues Deutschland”, „Unita” albo „L’Humanite”, Klub Naczelnej Organizacji Technicznej NOT, Biblioteka Miejska (mająca filie we wszystkich dzielnicach miasta), oraz aż siedem kin, wyświetlających codziennie filmy fabularne i dokumentalne. Były to następujące kina (wszystkie zbudowane jeszcze w okresie przedwojennym): „Barbórka” na Szczawienku, „Apollo” na Starym Zdroju, „Polonia” i „GDK Thorez” w Śródmieściu, „GDK Mieszko” na Podgórzu, „Oaza” na Nowym Mieście i „Zorza” na Białym Kamieniu. Przy ulicy 1 Maja na Sobięcinie powstał nowy kompleks domu kultury kopalni „Victoria”, wyposażony w bardzo nowo-czesne, jak na owe czasy, kino panoramiczne ściągające widownię z całego Wałbrzycha. W każdym kinie projekcję filmów fabularnych zawsze poprzedzała Polska Kronika Filmowa informująca o aktualnych wydarzeniach w Polsce i na świecie. W nie-dzielne przedpołudnia kina wyświetlały „Poranki”, czyli filmy dla dzieci.

Wypada także wspomnieć, że w Wałbrzychu, w latach 1953-57 działał zespół pieśni i tańca młodzieży niemieckiej „Freundschaft”, kierowany przez Józefa Klownowskiego, a w 1957 roku powstało Niemieckie Towarzystwo Społeczno-Kulturalne liczące wtedy około 3 tysiące osób. Z biegiem lat liczba członków tych organizacji stopniowo malała. 1955 roku z połączenia chóru i zespołu tanecznego przy Technikum Górniczym powstał, nadal istniejący, zespół pieśni i tańca „Wałbrzych”. Również przy Technikum Górniczym, głównie dzięki staraniom Zdzisława Adamczyka, powstał w 1958 roku amatorski Teatr Poezji „Kleks”, który odnosił znaczące sukcesy w kraju. Przestał działać na początku lat osiemdziesiątych. Począwszy od 1966 roku, w Szczawnie Zdroju, corocznie organizowano „Dni Henryka Wieniawskiego”. Tę popularną imprezę muzyczną nazwano tak na pamiątkę dwukrotnego pobytu Wieniawskiego w Szczawnie Zdroju (w 1855 i w 1857 roku). Znakomity skrzypek i kompozytor przebywając w uzdrowisku (w ówczesnym Bad Salzbrunn) nie tylko leczył się, lecz i koncertował.

Około 1960 roku rozpoczęto budowę pierwszego, dużego, nowego osiedla mieszkaniowego – Piaskowej Góry. Początek osiedlu dała zabudowa trzech ulic: Piętnastolecia, Tysiąclecia i Mieszka I. Najpierw były to jednopiętrowe, bliźniacze i szeregowe domki przy ul. Piętnastolecia i ul. Tysiąclecia, a następnie powstały większe, czteropiętrowe i czteroklatkowe, wielorodzinne domy mieszkalne przy ul. Mieszka I. Zgodnie z ogólnopolską akcją budowy „1000 szkół na tysiąclecie państwa polskiego” powstaje szereg, bardzo nowoczesnych (jak na tamte czasy), jasnych i przestronnych budynków szkół podstawowych budowanych wraz z przyległymi, dużymi salami gimnastycznymi.  W 1960 roku na Piaskowej Górze oddano do użytku Szkołę Podstawową nr 29, której wkrótce nadano imię Tadeusza Kościuszki, wybudowaną w formie znakomicie doświetlonych, parterowych pawilonów z wewnętrznym dziedzińcem-atrium.  Dziś mieści się tam Podstawowa Szkoła Muzyczna. Rok później, w 1961 roku, powstała Szkoła Podstawowa nr 23 na Nowym Mieście, a w latach następnych jeszcze kilka podobnych, nowiuśkich „tysiąclatek” oddano kolejno: na Starym Zdroju, na Rusinowie, na Piaskowej Górze, na Białym Kamieniu i na Poniatowie. W roku szkolnym 1963/64, w gmachu przy alei Wyzwolenia (tuż przy placu Grunwaldzkim) ulokowano Technikum Energetyczne, administracyjnie połączone z Technikum Górniczym. W następnych latach ruszyło Liceum Medyczne i Technikum Odzieżowe. Młodzież z wyżu demograficznego, jeśli tylko miała ochotę uczyć się, mogła bez problemów na miejscu uzyskać zarówno średnie wykształcenie, jak i konkretny zawód.

W drugiej połowie lat 60-tych powstał na Białym Kamieniu bardzo duży i nowoczesny kompleks sportowo-rekreacyjny, w skład którego weszły następujące obiekty: stadion 1000-lecia z boiskami treningowymi, kryta pływalnia, sauna, siłownia, hotel, kawiarnia oraz pełnowymiarowa hala sportowa z widownią dla 400 widzów. Była to chluba wałbrzyszan. W 1962 roku spaliła się hala sportowa KS „Lustrzanka”, klubu istniejącego przy doskonale prosperującej Hucie Szkła. W związku z powyższym warto tu przypomnieć, że w tych latach każde większe przedsiębiorstwo miało własny amatorski klub sportowy, a często także własne boisko piłkarskie. Bowiem, oczkiem w głowie wałbrzyskich działaczy-amatorów były zwykle drużyny piłkarskie. Ale droga do upragnionej pierwszej ligi piłki nożnej, mimo wielkich chęci zawodników i działaczy, była dla wałbrzyskich drużyn długa i ciężka. Wreszcie w 1968 roku KS „Thorez”, który potem przyjął nazwę GKS „Zagłębie Wałbrzych”, awansował do polskiej ekstraklasy. Utrzymał się w niej do 1974 roku. Największy miejscowy konkurent Zagłębia – „Górnik Wałbrzych” walczył wtedy dzielnie w drugiej lidze. Wszyscy wałbrzyszanie, młodzi i starzy, znali takich piłkarzy jak Henryk Kempny czy Marian Szeja. Marian Szeja był nawet reprezentantem piłkarskiej drużyny Polski i mistrzem olimpijskim.  Połowa lat sześćdziesiątych była bardzo udanym okresem nie tylko dla piłkarzy, również dla pozostałych gałęzi wałbrzyskiego sportu. W lekkiej atletyce triumfy święcą: olimpijczyk z Meksyku Stanisław Grędziński i wielokrotny mistrz i rekordzista Polski w biegu na 800m – Andrzej Kupczyk. W 1960 roku awans do ekstraklasy wywalczyła drużyna siatkówki męskiej KKS „Chełmiec”. W sezonie 1969/1970 do I ligi krajowej wszedł także ambitnie walczący zespół koszykarzy „Górnika”, trenowany przez Stanisława Rytkę.

1962 roku pobliskie miejscowości: Gorce i Głuszyca, w związku z ich szybkim rozwojem gospodarczym i przestrzennym oraz szybkim przyrostem ludności, otrzymały prawa miejskie. Ciążąc w kierunku Wałbrzycha, wraz z innymi sąsiednimi miejscowościami tworzyły jeden odrębny region wałbrzyski.

W 1966 roku zlikwidowano ostatnią linię tramwajową łączącą plac Grunwaldzki ze Szczawnem. Do dziś skrzyżowanie ulic Władysława Andersa i Melchiora Wańkowicza (wtedy Włodzimierza Lenina i PKWN) potocznie nazywane jest „mijanką” – tam, bowiem, na krótkim odcinku następowało rozdwojenie torów tramwajowych umożliwiające mijanie się pojazdów.  Na 9 liniach kursowały wtedy trolejbusy, a tylko na 6 – autobusy. Zjeżdżając obecną ulicą Piłsudskiego (wtedy gen. Karola Świerczewskiego, a wcześniej marszałka Roli-Żymierskiego), z Nowego Miasta na plac Tuwima, na ostrych zakrętach trolejbusom regularnie spadały tyczki. Pojazd zatrzymywał się a kierowca przy pomocy specjalnego drąga naprowadzał i łączył tyczki trolejbusu z przewodami elektrycznymi. Po wałbrzyskich górkach jeździły one powoli, ale nie smrodziły. MPK posiadało i eksploatowało wtedy 62 trolejbusy i 42 autobusy. Ostatecznie poczciwe trolejbusy zniknęły z wałbrzyskich ulic dopiero w połowie lat siedemdziesiątych.

W 1965 roku uroczyście uruchomiono, nareszcie ponownie zelektryfikowaną, główną linię kolejową na trasie Wrocław -Wałbrzych – Jelenia Góra. Uruchomienie częstszych kursów pociągów elektrycznych pomiędzy tymi głównymi miejscowościami Dolnego Śląska znakomicie poprawiło komunikację, ułatwiło drogę do szkół młodzieży a dorosłym dojazd do zakładów pracy. Turystyka w naszym rejonie nie była, niestety, istotną gałęzią gospodarki. Region Wałbrzycha był natomiast zawsze, i w bardzo dużej mierze jest nadal, regionem typowo robotniczym. Może, dlatego wydarzenia, które w marcu 1968 roku tak mocno wstrząsnęły Warszawą, tutaj znalazły bardzo nikły oddźwięk. W 1968 roku kadry z wyższym wykształceniem stanowiły w Wałbrzychu zaledwie 2,23 % zatrudnionych. W Świdnicy było wtedy tej kadry 2,16 % a w Nowej Rudzie 1,76 %. Najwyższy wskaźnik na terenie późniejszego województwa wałbrzyskiego miał powiat kłodzki – 2,32 %, a najniższy był w Kamiennej Górze – 1,15 %. W tym czasie na Dolnym Śląsku najwięcej zatrudnionych z wyższym wykształceniem mieszkało w Lubinie – 3,85%. Co ciekawe, Wrocław, pod tym względem, wyprzedzany był wtedy przez Jelenią Górę i Wołów. Wraz z upływem lat, dzięki rozwojowi wrocławskiego szkolnictwa wyższego wskaźniki te uległy wyraźnym zmianom. W roku akademickim 1968/69 wałbrzyski punkt konsultacyjny Politechniki Wrocławskiej, mieszczący się przy ulicy Wrocławskiej, przekształcono w filię tej uczelni. W następnym roku 120 pierwszych wałbrzyskich studentów uczyło się na 2 wydziałach: mechanicznym i budowlanym. Na studiach wieczorowych kształciło się w tym samym czasie 257 studentów. Studia wieczorowe obejmowały wydziały: mechaniczny, budownictwa i elektryczny. W 1973 roku w Wałbrzychu wyższe wykształcenie posiadało jednak nadal tylko 3,07 % ogółu zatrudnionych.

W czerwcu 1968 roku na Ostrowie Tumskim we Wrocławiu odsłonięto pomnik papieża Jana XXIII, papieża, który nie tylko uznał polską administrację kościelną na ziemiach zachodnich i północnych, ale także, w czasie audiencji udzielonej polskim biskupom, publicznie powiedział o polskości ziem zachodnich, po wiekach odzyskanych. Ponieważ na ziemiach tych ubywało licznych tu dawniej protestantów (ewangelików),  a wciąż przybywało katolików, naturalną koleją rzeczy ci ostatni przejmowali dawne świątynie ewangelickie. W Wałbrzychu były to takie świątynie jak: kościół Najświętszego Serca Pana Jezusa w Poniatowie (przejęty w 1957 roku), kościół Zmartwychwstania Pańskiego na Starym Zdroju, czy też św. Józefa Robotnika na Piaskowej Górze (przejęte w 1972).  Kościół św. Józefa Robotnika do 1955 roku był kościołem ewangelickim, a później, aż do czasu przejęcia przez katolików, użytkowany był wspólnie przez chrześcijan obu wyznań.

W sierpniu 1968 roku wałbrzyszanie witali ciągnące na południe oddziały Ludowego Wojska Polskiego, oddziały, które w ramach Układu Warszawskiego szły udzielać „bratniej pomocy” Czechosłowacji, skutecznie interweniując i tłumiąc „praską wiosnę”. Nie było z tego powodu najmniejszych protestów – dla Wałbrzycha przemarsz i przejazd wojsk był świętem, żołnierzy witano kwiatami. Akcja była skuteczna – w wyniku interwencji prezydentem Czechosłowacji został proradziecki generał Ludwik Svoboda a sekretarzem KPCz Jaroslav Husak. Nikt nie wiedział, oczywiście, że samolot uwożący do ZSRR internowanych członków władz Komunistycznej partii Czechosłowacji, z Aleksandrem Dubczekiem i premierem Czernikiem na czele, zatrzymał się wtedy w Legnicy.

Trudne warunki ekonomiczne, zbyt optymistyczne i niezbyt realistyczne plany tworzone w oparciu o naciąganą sprawozdawczość, a w konsekwencji cykliczne podwyżki cen, coraz mocniejsze zaciskanie pasa i kłopoty z zaopatrzeniem nawet w podstawowe artykuły spożywcze, powodowały stopniowo narastające i coraz wyraźniejsze niezadowolenie szerokich kręgów społeczeństwa. Był to koniec epoki towarzyszy: Władysława Gomółki i Józefa Cyrankiewicza; zaczynała się dekada towarzyszy: Edwarda Gierka i Piotra Jaroszewicza. Przełom nastąpił w grudniu 1970 roku. „Władza robotnicza”, jak sama lubiła się nazywać, wysłała przeciwko robotnikom manifestującym swój sprzeciw wobec podwyżek cen podstawowych artykułów spożywczych i wobec pogarszania się warunków życia, Ludowe Wojsko Polskie. Zabrakło argumentów słownych, a raczej już ich nie słuchano; wojsko otrzymało rozkaz użycia siły i otwarcia ognia do bezbronnych protestantów. Były ofiary śmiertelne – z rąk „robotniczej władzy” zginęli robotnicy. To wtedy I sekretarzem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej wybrany został „nowy człowiek”, dawny górnik z Belgii, towarzysz Edward Gierek. To on, obiecując szybkie, korzystne zmiany gospodarcze, zwrócił się o pomoc do społeczeństwa pytając publicznie: „No jak, pomożecie ?”. Zdecydowana większość społeczeństwa polskiego, a szczególnie młodzież, znowu uwierzyła „nowej ekipie rządzącej” obiecującej szybkie zmiany i unowocześnienie gospodarki, i skłonna była udzielić tej pomocy. Wielu wałbrzyszan spontanicznie wyszło na ulice witać towarzysza Gierka, kiedy ten odwiedził Wałbrzych. Premierem rządu, który miał realizować nowy program gospodarczy został Piotr Jaroszewicz. Nowy I sekretarz był wcześniej sekretarzem PZPR w Katowicach, stąd jego sentyment do Górnego Śląska. Tam lokowano największe inwestycje realizowane w latach siedemdziesiątych.

Wkrótce pokazano Polakom projekt samochodu małolitrażowego (rysunki i podstawowe dane opublikowano w prasie codziennej), samochodu, który miał być dostępny dla przeciętnie zarabiającego robotnika. W 1972 roku powstała Fabryka Samochodów Małolitrażowych w Bielsku-Białej a wkrótce uruchomiono także współpracujące z nią zakłady w Tychach. W marcu 1972 roku rozpoczęto budowę „Huty Katowice”, największej inwestycji tamtego okresu. Budowę zakończono w 1976 roku. Powstał największy w Polsce, obok Nowej Huty, kombinat metalurgiczny. Uspokoiła się sytuacja w kraju, pomału normalizowała się też sytuacja w całej Europie. Układ o normalizacji stosunków z Republiką Federalną Niemiec podpisano 7 grudnia 1970 roku. Dzięki swej odważnej i szlachetnej postawie (chodzi między innymi o uklęknięcie przed pomnikiem bohaterów getta warszawskiego), powszechnie znaną i szanowaną postacią stał się niemiecki kanclerz Willy Brand. Obie strony stwierdziły, że linia Odry i Nysy Łużyckiej stanowi zachodnia granicę Polski, potwierdziły nienaruszalność ich istniejących granic oraz oświadczyły, że nie mają wobec siebie żadnych roszczeń terytorialnych i nie będą ich wysuwać także w przyszłości. Umowa ratyfikowana przez oba państwa w maju 1972 roku przyczyniła się do znacznego odprężenia w stosunkach polsko-niemieckich a także w całej Europie. Odprężeniu i normalizacji służyła także Konferencja Bezpieczeństwa i Współpracy (KBWE) w Europie, jaka odbyła się w Helsinkach. Na mocy zawartych tam porozumień rząd polski zgodził się na przesiedlenie do Niemiec (oczywiście do NRF) blisko 180 tysięcy osób powołujących się na swe niemieckie pochodzenie. Większość tych ludzi pochodziła z Górnego Śląska. Bardzo często przyczyną emigracji były nie względy rodzinne, lecz po prostu względy ekonomiczne.

1972 roku papież Paweł VI kanonicznie odtworzył dawną administrację kościelną na polskich ziemiach zachodnich i północnych. Pierwszym arcybiskupem wrocławskim został Bolesław Kominek. Mimo niezbyt przychylnego nastawienia władz do Kościoła powstawały, wspomniane już nowe parafie, korzystające z dawnych świątyń ewangelickich.

W Wałbrzychu, w 1972 roku, oddano do użytku nowoczesny Szpital Górniczy wybudowany przy ulicy dr Sokołowskiego, na Piaskowej Górze.  Prócz niego działały w mieście trzy dawne szpitale, wybudowane w pierwszym dwudziestoleciu XX wieku, posiadające około 1100 łóżek. Były to: Szpital nr 1 przy ulicy Ignacego Paderewskiego na Nowym Mieście (o profilu ginekologiczno-położniczym), Szpital nr 2 przy ulicy Stefana Batorego, Szmidta i Czerwonego Krzyża (o charakterze ogólnym z oddziałami interny, chirurgii, neurologii, dermatologii, urologii, laryngologii i okulistyki), oraz Szpital nr 3 przy ulicy Stanisława Moniuszki na Gaju (o profilu pediatrycznym). Oprócz szpitali w mieście funkcjonowały także 4 przychodnie specjalistyczne, 10 przychodni rejonowych, 10 przychodni przemysłowych, dział pomocy doraźnej i pogotowie ratunkowe, posiadające wtedy 11 karetek.  Przy Wojewódzkiej Komendzie Milicji Obywatelskiej, jeszcze w latach sześćdziesiątych powstała poliklinika, tylko dla pracowników Urzędu Spraw Wewnętrznych.

Od początku lat siedemdziesiątych widoczne zmiany nastąpiły także na polu wałbrzyskiej kultury. W 1970 roku dyrekcję i kierownictwo artystyczne Teatru Dramatycznego obejmuje Adolf Chronicki. Pierwsze spektakle budziły duże zainteresowanie. Wielu wałbrzyszan do dziś pamięta i wspomina świetne inscenizacje „Pigmaliona”, czy też dramatu Stefana Żeromskiego „Uciekła mi przepióreczka”, w których Adolf Chronicki grał główne role.  W latach siedemdziesiątych coraz bardziej zaczyna być widoczna powszechna dominacja telewizji, choć radio trzyma się jeszcze mocno – szczególną popularnością cieszy się program trzeci („trójka”) adresowany do młodych słuchaczy. Dużą frekwencję mają także kina. Komfortem i aktywnością wyróżnia się kino „Górnik” działające przy GDK kopalni „Wałbrzych”.

1 stycznia 1973 roku do obszaru Wałbrzycha włączono Glinik Stary, Glinik Nowy i Lubiechów. W tym samym czasie, z połączenia Boguszowa, Gorc, Kuźnic Świdnickich i Starego Lesieńca stworzono nowe miasto: Boguszów-Gorce. Dla rozwoju Wałbrzycha największe znaczenie miała przeprowadzona w 1975 roku, tzw. „gierkowska” reforma administracyjna kraju, likwidująca powiaty i zwiększająca liczbę województw do 49. Dawne województwo wrocławskie podzielono na 4 części. Po zlikwidowaniu powiatu wałbrzyskiego (jako zbędnego szczebla pośredniego) Wałbrzych został stolicą nowoutworzonego województwa wałbrzyskiego. W rywalizacji o siedzibę stolicy województwa Wałbrzych, jako bardziej robotniczy, wygrał wówczas ze Świdnicą, mającą bądź, co bądź, bogatszą tradycję historyczną. Województwo wałbrzyskie miało obszar 4167 km2, to jest 1,34 % powierzchni Polski. Pozostałe trzy części Dolnego Śląska podzielono pomiędzy województwa: legnickie, jeleniogórskie i mocno okrojone województwo wrocławskie.  Przyjechało wtedy do Wałbrzycha, i zamieszkało tu, sporo wykształconych ludzi z Wrocławia i z innych dużych miast; ludzi, którzy w tej nowej sytuacji dostrzegli szansę szybszego awansu i łatwiejszej kariery osobistej. Nie bez znaczenia była też możliwość szybszego otrzymania mieszkania. Licznie napłynęli, więc, do Wałbrzycha przedstawiciele inteligencji, skądinąd niezbędnej do prawidłowego funkcjonowania nowopowstałych instytucji wojewódzkich. Wobec nowych perspektyw nastąpiło wyraźne ożywienie wałbrzyskiej gospodarki.

W połowie lat siedemdziesiątych wzniesiono pierwsze budynki mieszkalne drugiego, dużego osiedla mieszkaniowego miasta – Podzamcza, nazwanego później, gdy powstanie już las podobnych do siebie budynków, złośliwie: „sypialnią Wałbrzycha”. Niepodzielnie królowała tam „wielka płyta” – powszechnie stosowany wtedy budowlany system Wk-70, w którym budynki składano z prefabrykatów tworzących od razu całe ściany. Podzamcze miało rozwiązać problemy mieszkaniowe miasta, któremu wciąż przybywało ludności – w 1975 roku Wałbrzych liczył 128100 mieszkańców. W tym czasie w Wałbrzychu funkcjonują i fedrują pełną parą trzy duże kopalnie: – kopalnia „Wałbrzych” posiadająca 2 szyby główne i 4 wentylacyjne (ostatni pokład na głębokości 1400m), zatrudniająca około 6 tysięcy pracowników, – kopalnia „Victoria” posiadająca 3 szyby główne, 2 wentylacyjne (ostatni pokład 900m pod ziemią), zatrudnienie ok. 5,5 tysiąca pracowników, oraz – kopalnia „Thorez” z 2 szybami głównymi i 2 wentylacyjnymi (ostatni pokład na głębokości 1000m), zatrudnienie ok. 5 tysięcy pracowników.

Począwszy od początku lat siedemdziesiątych zaczęto wreszcie modernizować także inne gałęzie przemysłu. W 1971 roku od podstaw wybudowano na Białym Kamieniu duży Zakład Odzieżowy „Rafio”, w 1973 roku przy ulicy Prostopadłej powstaje nowoczesna piekarnia mechaniczna, a w 1974 roku, przy ulicy Gagarina na Szczawienku zbudowano od podstaw duży, w znacznym stopniu zmechanizowany Zakład Mleczarski, którego specjalnością stanie się wkrótce serek homogenizowany. Wizytówką miasta jest w tym czasie także, bardzo nowoczesny jak na tamte czasy, hotel „Sudety”, usytuowany w pobliżu dworca kolejowego „Wałbrzych Miasto”. Na piętrze mieściła się popularna kawiarnia a w ciągu lokali usługowych na parterze sklep „Pewex”-u.  Nowe kawiarnie i restauracje powstawały także w ciągle jeszcze nowej dzielnicy Piaskowa Góra. Były to takie lokale jak „Malinka”, „Stylowa” a potem także „Kryształowa”. Podzamcze dopiero rosło; budowano obwodnicę, powstawały pierwsze bloki przy ulicy Kasztelańskiej. Na Piaskowej Górze skończyło się już wznoszenie budynków mieszkalnych – uzupełniano infrastrukturę.

W tym czasie unowocześniane są wreszcie także stare zakłady posiadające długoletnie tradycje w mieście. Modernizowane są: Huta „Karol” (powstaje nowa odlewnia), Huta Szkła „Wałbrzych”, Zakłady Graficzne „Kalkomania”, Wytwórnia Sprzętu Sportowego „Polsport” i Zakłady Przemysłu Lniarskiego „Camela”. W 1974 roku wałbrzyską sieć gazową włączono do ogólnopolskiego systemu gazowniczego. Gaz koksowniczy wzbogacono gazem ziemnym, co zwiększyło jego kaloryczność, wyraźnie poprawiono też odsiarczanie.

Mimo, iż w drugiej połowie lat siedemdziesiątych zaczyna już coś zgrzytać w trybach gospodarki krajowej, w Wałbrzychu nad ulicami wciąż wiszą hasła wzywające do budowy „Drugiej Polski”, i podobnie jak w Katowicach, wciąż jeszcze zawzięcie się inwestuje. Trwa intensywna modernizacja Zakładów Porcelany Stołowej „Krzysztof”, buduje się „Krzysztof II”, czyli dzisiejszy „Książ” – największą tego rodzaju fabrykę w Europie. W 1976 roku z połączenia Dolnośląskich Zakładów Naprawczych z Hutą „Karol” powstaje DśPUG PW, czyli, po rozszyfrowaniu, Dolnośląskie Przedsiębiorstwo Urządzeń Górniczych Przemysłu Węglowego.

W życiu kulturalnym Wałbrzycha zachodzą również duże, istotne zmiany na lepsze. W latach sześćdziesiątych i na początku lat siedemdziesiątych działała w Wałbrzychu społeczna Orkiestra Wałbrzyskiego Towarzystwa Muzycznego. Orkiestra prowadzona była między innymi przez wrocławskiego muzyka i dyrygenta Witolda Koreckiego. Gdy ten wyjechał za granicę, władze nowego województwa wałbrzyskiego postanowiły, że w mieście, podniesionym do rangi stolicy województwa, powinna istnieć zawodowa orkiestra symfoniczna. Twórcą tej orkiestry i niestrudzonym jej organizatorem został znakomity dyrygent Józef Wiłkomirski. Dzięki niemu 24 listopada 1978 roku, uroczystym koncertem muzyki polskiej zainaugurowała swą działalność Filharmonia Wałbrzyska – oczywiście pod dyrekcją swego twórcy, Józefa Wiłkomirskiego. Zespół otrzymał nazwę Filharmonii Sudeckiej. Młodzi muzycy zarażeni pasją swego dyrektora przygotowywali liczne koncerty i wkrótce zespół zaczął odnosić znaczące sukcesy: najpierw w województwie wałbrzyskim, potem w całym kraju, a następnie także na świecie. Dzięki temu również w Wałbrzychu wystąpiło wielu znakomitych solistów zaproszonych tu przez dyrektora filharmonii. Budynek filharmonii mieści się w centrum miasta, przy ulicy Słowackiego. Przed wojną, a także po wojnie w budynku tym działało kino („Polonia”). W Śródmieściu, przy ulicy Buczka, prężnie funkcjonuje w tych latach posiadający długoletnią i piękną tradycję wałbrzyski Teatr Lalek, który swą działalność rozpoczął już w listopadzie 1945 roku. Stworzyli go państwo Melania i Tadeusz Karwatowie. Próby do pierwszych przedstawień odbywały się wówczas w ich mieszkaniu, przedstawienia natomiast w nieistniejącej już sali „Cyganerii” na Podgórzu. Do obecnej siedziby przy ulicy Buczka teatr wprowadził się w 1952 roku. W 1954 roku społeczny dotąd teatr został upaństwowiony. W czasie swej długoletniej działalności Teatr Lalek zdobył wiele nagród i nawiązał owocną współpracę z podobnymi teatrami, z krajów ościennych, które często gościły w Wałbrzychu.  W 1976 roku na Piaskowej Górze oddano do użytku nowy budynek IV Liceum Ogólnokształcącego, które przeniosło się tam z zajmowanego poprzednio gmachu przy ulicy 22 Lipca. Obecnie jest to liceum o profilu sportowym. Odnośnie sportu, trzeba odnotować, że w lutym 1978 roku, w Andrzejówce, odbyła się premiera „Biegu Gwarków”, masowych, otwartych zawodów w biegach narciarskich. W pierwszym biegu wzięło udział ponad 3000 zawodników. Impreza ta zyskała ogólnopolski rozgłos i ściągała corocznie wielu zawodników – zarówno profesjonalistów jak i amatorów. Mimo doskonałych warunków terenowych, nie udało się jednak stworzyć tam (to znaczy w Andrzejówce) dużego ośrodka sportów zimowych. W 1979 roku, z okazji 15-lecia działalności, wałbrzyski Teatr Dramatyczny otrzymał imię Jerzego Szaniawskiego. Z tej okazji wystawiono „Dwa teatry” w reżyserii Andrzeja Marii Marczewskiego, ówczesnego dyrektora, i wmurowano w ścianę frontową budynku tablicę pamiątkową.

W czerwcu 1976 roku doszło do gwałtownych protestów robotniczych w Radomiu i Ursusie, związanych z ogłoszeniem podwyżki cen na artykuły żywnościowe. Władze opanowały sytuację a następnie rozpoczęły akcję organizowania „spontanicznych” wieców, na których potępiano „warchołów i wichrzycieli zakłócających demokratyczny dialog partii z narodem”. Na tych wiecach organizowanych przez państwowe władze „prawdziwi przedstawiciele klasy robotniczej, intelektualiści i inteligencja pracująca potępiali warchołów i chuliganów z Radomia”. Działacze KOR-u, tacy choćby jak Jacek Kuroń, nazywani byli zdrajcami oszukującymi polską klasę robotniczą. Tym razem ferment i niepokoje nie ominęły już okolic Wałbrzycha, chociaż w 1976 roku sam Wałbrzych jeszcze nie zastrajkował. Strajkowała natomiast świebodzicka Wytwórnia Urządzeń Klimatyzacyjnych i Świdnicka Fabryka Urządzeń Przemysłowych. W Wałbrzychu wrzało, ale strajków nie było. Licznie pojawiły się natomiast nielegalne gazetki wydawane przez nielegalny, powstały w 1976 roku w Radomiu, i dzięki cichemu, społecznemu poparciu, działający sprawnie w całym kraju Komitet Obrony Robotników (KOR). W Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym Jacek Pilchowski dostarczał kolegom „Robotnika”, w którym ze zdziwieniem czytali relacje o tym, co się dzieje w kraju – wiadomości znacznie różniące się od informacji oficjalnych.  Strona państwowa, wówczas jeszcze bardzo mocna, na „wydarzenia radomskie” odpowiedziała represjami i organizowaniem przymusowych wieców we wszystkich miastach Polski. W Wałbrzychu taki wiec odbył się na stadionie „Zagłębia”. Uczestników przywoziły zakładowe autobusy. Tymczasem rosły trudności ekonomiczne, wielki skok nie udał się, w kraju coraz wyraźniej widoczny był podział społeczeństwa na dwa wrogie sobie obozy. Bez względu na stopień wykształcenia byliśmy „my”- pracujący i byli „oni”- rządzący. My pracowaliśmy za grosze, staliśmy w kolejkach, nie mieliśmy nic do gadania i ledwo wiązaliśmy koniec z końcem – oni rządzili, należeli do „Partii”, wieszali hasła o „Drugiej Polsce”, zaciągali pożyczki i mieli zawsze słuszność. A poza tym mieli też własne sklepy, przydziały na luksusowe towary, dla ogółu niedostępne, oraz monopol na informację i propagandę. Dzięki temu mogli oszukiwać i sterować społeczeństwem, nie pozwalając mu przy tym nawet upomnieć się o swoje.

W sierpniu 1980 roku miarka się przebrała. Pierwsze strajki wybuchły na Wybrzeżu, w Szczecinie i w Gdańsku. Wszyscy pilnie nasłuchiwali wieści nadchodzących ze stoczni im. Lenina. W całym kraju zaczęły żywiołowo wybuchać strajki dla poparcia strajkujących stoczniowców. Powtarzano sobie nowe nazwiska: Lech Wałęsa, Marian Jurczyk, Andrzej Gwiazda, Anna Walentynowicz. We Wrocławiu na czele Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego stanął Jerzy Piórkowski z Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego. W czasie gorącego lata 1980 roku strajki ogarnęły oczywiście także Wałbrzych. W 1980 roku w mieście mieszkało już 133 tysiące 500 osób. Większość pracujących w pełni popierała protest stoczniowców i właśnie poprzez strajki wałbrzyszanie wyraźnie i jednoznacznie poinformowali o tym władze partii i kraju. Dla mieszkańców miasta szczególnie dotkliwy był strajk Wojewódzkiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego (WPK), ale mimo niewątpliwych uciążliwości wałbrzyszanie rozumieli sytuację i w pełni solidaryzowali się z postawą kierowców. 27 sierpnia 1980 roku rozpoczął się strajk w kopalni „Thorez” – pierwszej strajkującej wówczas kopalni w Polsce. 28 sierpnia powstał Międzyzakładowy Komitet Strajkowy (MKS).  Potem strajki solidarnościowe objęły już większość wałbrzyskich przedsiębiorstw. Trzeba pamiętać, że wszystkie przedsiębiorstwa były wtedy państwowe a kadrę kierowniczą tych przedsiębiorstw stanowili ludzie mniej lub bardziej związani z PZPR. W tym najgorętszym czasie przewodniczącym MKS w Wałbrzychu był przedstawiciel kopalni „Wałbrzych” – Jerzy Szulc.  Strajk zakończono, gdy z Gdańska wrócili dolnośląscy delegaci, potwierdzający, że zawarte tam porozumienia obowiązują w całym kraju. Dzięki temu, 2 września 1980 roku, MKS przekształcił się w Międzyzakładowy Komitet Założycielski Niezależnych Samorządnych Związków Zawodowych, które 17 września przyjęły nazwę NSZZ „Solidarność”. Dzięki poparciu zdecydowanej większości społeczeństwa „Solidarność” rosła w siłę; z nielegalnego, lokalnego związku zawodowego stoczniowców stała się ogólnopolskim masowym związkiem pracowników wszystkich branż. Związek miał przy tym strukturę regionalną, nie branżową.

Do Wałbrzycha przyjechał przewodniczący Krajowej Komisji Porozumiewawczej NSZZ „Solidarność” – Lech Wałęsa, który spotkał się z mieszkańcami miasta na wypełnionym po brzegi stadionie KS „Górnik”, na Nowym Mieście. W lutym 1981 roku w MKZ w Wałbrzychu zarejestrowanych było już prawie 600 zakładów pracy i ponad 250 tysięcy członków związku. Niewiele brakowało, aby wiosną 1981 roku w ramach związku wyodrębnił się region wałbrzyski. Ostatecznie przeważyła jednak opcja utrzymania jedności z Wrocławiem. Podczas drugiej tury wojewódzkiego zjazdu, 25 czerwca powołano tylko wałbrzyski oddział Zarządu Regionu Dolnośląskiego, którego przewodniczącym został Jerzy Szulc, a jego zastępcą Mieczysław Tarnowski. Obok żądań dotyczących poprawy warunków pracy i płacy, niektórzy przywódcy związkowi zaczęli głośno wysuwać żądania przeprowadzenia głębszych zmian politycznych. Związkowców wsparli w tym względzie opozycyjni działacze polityczni, tacy jak: Tadeusz Mazowiecki, Adam Michnik, Jacek Kuroń, czy Karol Modzelewski. Do „Solidarności” licznie wstępowali wtedy także dawni szeregowi członkowie partii – prawdziwi działacze robotniczy i związkowi, ci, którzy bardzo zawiedli się na postawie naczelnych władz PZPR. Strona partyjna, czyli rządowa, początkowo przycichła. Odszedł Edward Gierek i Piotr Jaroszewicz, kolejny pierwszy sekretarz KC PZPR – Stanisław Kania próbował ostudzić rozbudzone nadzieje i emocje społeczeństwa. Dopiero po kilku miesiącach wahań i prowadzenia polityki drobnych ustępstw, strona partyjna zaczęła reagować bardziej zdecydowanie. Zaczęto straszyć społeczeństwo możliwością wojskowej interwencji Związku Radzieckiego. Prowadziło to do coraz częstszych i poważniejszych spięć.

W końcu, 13 grudnia 1981 roku, decyzją generała Wojciecha Jaruzelskiego, który stanął na czele Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego (WRON), wprowadzono w całej Polsce „stan wojenny”. Na ulice wyjechały czołgi i transportery opancerzone. Prawie wszyscy czołowi działacze „Solidarności” zostali aresztowani i internowani. Tylko w samym Wałbrzychu internowano ponad 50 działaczy związku. Próby protestów były szybko likwidowane – najdłużej trwał strajk protestacyjny w kopalni „Thorez” – do nocy z 14 na 15 grudnia. Głośnym echem rozeszły się po całym kraju wiadomości o pacyfikacji górnośląskiej kopalni „Wujek” i śmierci od kul „zomowców” dziewięciu tamtejszych górników. Do wrocławskiego „Pafawagu” wjechały czołgi. Związek musiał zejść do głębokiego podziemia.  Ściśle kontrolowano ruch ludności. Nawet na jednodniowy wyjazd z Wałbrzycha do Wrocławia trzeba było mieć specjalny, wyczekany i wystany w kolejce, opieczętowany na czerwono dokument – pozwolenie na wyjazd. Nie było mowy o jakichkolwiek publicznych zebraniach czy zgromadzeniach. Nawet po to, aby wejść do gmachu Politechniki konieczna była przepustka. Wieczorem obowiązywała godzina policyjna; jej przestrzegania pilnowały milicyjne patrole. Jednak, mimo wszystko, po „grudniowym szoku” społeczeństwo stopniowo zaczęło przyzwyczajać się do nowych warunków, traktując je jako „zło konieczne”, którego na razie nie można zmienić. Ludzie żyli biednie, musieli mocno zaciskać pasa, „system kartkowy” zaczął obejmować coraz większy asortyment towarów. Wtedy zaczęła napływać pomoc z różnych stron świata. Dary nadchodzące z NRD, Czechosłowacji i Bułgarii, a także z Belgii (leki, artykuły sanitarne, odżywki dziecięce) i z Hiszpanii (27 wagonów z cytrusami, ziemniakami i odzieżą), trafiały do Polskiego Komitetu Pomocy Społecznej, który oficjalnie zajmował się rozdziałem tej pomocy. Inny strumień pomocy, organizowanej w krajach zachodnich przez działaczy i sympatyków „Solidarności”, trafiał najpierw do organizacji kościelnej, która też zajmowała się ich dystrybucją i wspomaganiem najbiedniejszych.

Tymczasem „dobra władza” rozpoczęła odgórnie tworzyć nowe, popierające ją organizacje, takie jak na przykład PRON (Patriotyczny Ruch Odrodzenia Narodowego, przez większość społeczeństwa nazywany „prąciem”), a potem, już od końca 1982 roku zaczęto też tworzyć nowe, prorządowe związki zawodowe. Społeczeństwo zakosztowało już jednak prawdziwej samorządności i te odgórnie tworzone organizacje budziły dość powszechną niechęć. Mimo zagrożenia bardzo poważnymi karami, wśród pracowników większości dolnośląskich zakładów pracy wciąż krążyły podziemne ulotki, a nawet regularne czasopisma, takie jak :”Z dnia na dzień”, „Solidarność Walcząca”. Wałbrzych miał swoje „Niezależne Słowo”. Nielegalne ulotki i gazety przekazywano sobie z rąk do rąk. Drukowano nawet znaczki pocztowe firmowane przez „Solidarność”. 13 czerwca 1982 roku miała miejsce pierwsza demonstracja uliczna we Wrocławiu, zorganizowana przez radykalną „Solidarność Walczącą” Kornela Morawieckiego, która zakończyła się starciami z siłami porządkowymi. Aż do końca 1983 roku demonstracje z okazji różnych rocznic „Solidarności”, bądź niezależnych obchodów świąt 1 i 3 maja lub 11 listopada, połączone z walkami ulicznymi z oddziałami ZOMO były we Wrocławiu na porządku dziennym. 31 sierpnia 1982 roku, w drugą rocznicę podpisania porozumień gdańskich, w kilkudziesięciu miejscowościach, na terenie całej Polski, doszło do masowych wystąpień przeciwko stanowi wojennemu. Najgwałtowniejszy przebieg wydarzenia te miały we Wrocławiu i w Lubinie. We Wrocławiu demonstrowało blisko 50 tysięcy osób a w Lubinie od kul milicji zginęły 3 osoby. W listopadzie 1982 roku skończył się proces aresztowanego w październiku, wrocławskiego działacza „Solidarności”, Władysława Frasyniuka. Skazany został wtedy na sześć lat więzienia. 25 kwietnia 1983 roku aresztowany został Józef Pinior, który z powodzeniem ukrywał się od czasu ogłoszenia stanu wojennego. Zasłynął on tym, że zdołał wydostać z zablokowanego konta związku „Solidarność” 80 milionów złotych. Pieniądze te umożliwiły skuteczne zorganizowanie podziemnej działalności „Solidarności” na terenie Dolnego Śląska w czasie stanu wojennego. Od końca sierpnia 1982 roku działała nawet tajna rozgłośnia „Radia Solidarność”. Cała Polska znała też nazwisko Zbigniewa Bujaka z Regionu Mazowsze, który najdłużej ukrywał się przed tropiącym go zawzięcie całym ówczesnym aparatem bezpieczeństwa. W lutym 1983 roku wrócił do Polski, do Wałbrzycha, Mieczysław Tarnowski, którego stan wojenny zastał w Szwajcarii. Ponieważ władza mówiła dużo o liberalizacji, a powrót Tarnowskiego był obserwowany przez zagranicznych dziennikarzy, milicja nie odważyła się od razu go aresztować. Nastąpiło to trochę później, w listopadzie 1983, kiedy zaangażował się w tworzenie i upowszechnianie nielegalnych audycji radiowych Radia Solidarność.

21 czerwca 1983 roku we Wrocławiu przebywał papież Jan Paweł II. Była to jego druga pielgrzymka do ojczyzny. Stała się ona nie tylko wielkim świętem dla katolików, ale też wielkim wydarzeniem politycznym. Manifestując przywiązanie do Kościoła demonstrowano niechęć do oficjalnej, samozwańczej władzy. Podczas mszy na Partynicach papież mówił wiele o świętej Jadwidze – patronce Śląska, oraz o Edycie Stein, wrocławiance zamordowanej w 1942 roku w Oświęcimiu. Słuchacze odczytali te słowa jako apel o wytrwanie. Na wzrost autorytetu kościoła katolickiego partyjno-państwowe organy służby bezpieczeństwa zareagowały bardzo nerwowo. Najpierw próbowano szkalować wybranych księży a w końcu doszło nawet do zabójstwa. 19 października 1984 roku męczeńską śmiercią zginął ksiądz Jerzy Popiełuszko, który publicznie opowiadał się za wartościami i poglądami głoszonymi przez „Solidarność” – teraz już nie tylko związek zawodowy, ale autentyczny i powszechny ruch społeczny. Śmierć księdza odniosła skutek całkowicie odmienny od zakładanego przez jego morderców. Ksiądz Jerzy stał się patronem takiej „Solidarności”.

Życie musiało jednak toczyć się dalej, mimo wszystkich codziennych uciążliwości. I w tych trudnych latach, w Wałbrzychu były też pewne istotne osiągnięcia gospodarcze. Na Szczawienku, przy ulicy Uczniowskiej, w 1983 roku oddano wreszcie do użytku i uruchomiono potężną, ponoć największą tego typu w Europie, Fabrykę Porcelany „Książ”, wraz z widocznym z dala, wysokim biurowcem. Na Podzamczu oddano do użytku dwie nowe szkoły. Jedna z nich – nr 21 to prawdziwy moloch; zdarzało się, że dzieci z młodszych klas gubiły się tam nie mogąc odnaleźć drogi do swej klasy. Szkoła, nadal funkcjonująca, została jednak nieźle wyposażona – ma nawet własny basen.

Piłkarze „Górnika Wałbrzych” w 1983 roku awansowali do I ligi. Trenerem klubu był wtedy Horst Panic a filarami zespołu byli Włodzimierz Ciołek, Leszek Kosowski i Tadeusz Dolny. Po błyskotliwym debiucie, gdy „Górnik” został mistrzem jesieni, sytuacja szybko się wyrównała, wreszcie w 1989 roku zespół wrócił do II ligi.  W „Zagłębiu Wałbrzych” sukcesy odnosiła wówczas sekcja zapaśnicza. Wielokrotnym mistrzem Polski w stylu klasycznym był Bogusław Dąbrowski. Dzięki temu w 1988 roku „Zagłębie Wałbrzych” zorganizowało nawet mistrzostwa Europy w tej dyscyplinie. Znaczące sukcesy odnosili koszykarze „Górnika” – zostali mistrzami Polski w latach 1982, 19831988, a wicemistrzami w latach 1981, 19831986. Bardzo popularni byli tacy zawodnicy jak: Mieczysław Młynarski, Tadeusz Reschke, Stanisław Kiełbik czy Jerzy Żywarski. Ze zmiennym szczęściem walczyli też w I lidze siatkarze „Chełmca”. Prawie cały wałbrzyski sport finansowany był oczywiście przez kopalnie.

W 1986 roku Filharmonia Wałbrzyska, która mocno wrosła już w panoramę miasta, przyjmuje nazwę Filharmonii Sudeckiej. Odbywa liczne wojaże zagraniczne i odnosi w swej dziedzinie znaczące sukcesy, przy okazji skutecznie sławiąc region wałbrzyski w Europie. W 1985 roku w Wałbrzychu mieszkało już 138 tysięcy 700 osób.

We Wrocławiu, po wielu latach starań i przygotowań, w czerwcu 1985 roku otwarto i udostępniono wreszcie do zwiedzania Panoramę Racławicką. Budowę pawilonu mieszczącego ogromne malowidło, mające 15 metrów wysokości i 120 metrów obwodu, rozpoczęto przecież jeszcze w 1966 roku. Z całego Dolnego Śląska ciągnęły liczne wycieczki, aby zobaczyć to olbrzymie dzieło Wojciecha Kossaka i Jana Styki, uratowane z zawieruchy wojennej staraniem wielu ludzi, wywiezione ze Lwowa, gdzie wisiało przed wojną przez blisko 50 lat. Pierwszy raz było ono tam wystawione w 1894 roku. 5 listopada 1985 roku w Klinice Kardiochirurgii Śląskiej Akademii Medycznej w Zabrzu zespół chirurgów pod kierownictwem Zbigniewa Religi przeprowadził pierwszą w Polsce udaną operację transplantacji serca. Z innych głośnych wydarzeń należy odnotować, że w 1986 roku ukończono budowę zbiornika retencyjnego na Bystrzycy, nazywanego Jeziorem Mietkowskim. W maju 1988 roku podczas prac rozbiórkowych prowadzonych na terenie średniowiecznego centrum Środy Śląskiej znaleziono skarb zawierający klejnoty monarsze oraz blisko cztery tysiące średniowiecznych monet.

Tymczasem ludziom nie mającym dostępu do tak zwanego „koryta”, czyli nie związanym w żaden sposób z władzą partyjną, czy też z administracją rządową (co zresztą znaczyło to samo) żyło się coraz trudniej, cały kraj pogrążał się w głębokim kryzysie. W sklepach straszyły puste półki. Najpierw pojawiły się kartki na artykuły żywnościowe, potem na benzynę a wreszcie nawet na wyprawki dla niemowląt. Znów zaczęły wybuchać strajki. Władze nie mogąc już liczyć na współpracę zmęczonego i zniechęconego społeczeństwa, obawiając się kolejnych napięć, nie reagowały już tak nerwowo na stopniowe przechodzenie „Solidarności” do jawnych form działalności. W grudniu 1987 roku powstała Regionalna Komisja Wykonawcza – jej przewodniczącym został Mieczysław Tarnowski. Dopiero w takich warunkach, po ciężkich ośmiu latach, po ograniczeniach stanu wojennego, po załamaniu się gospodarki i rynku wewnętrznego, władze partyjne i rządowe zgodziły się nareszcie zasiąść przy jednym, pamiętnym „okrągłym stole”, z przedstawicielami „Solidarności” i demokratycznej opozycji. W rezultacie uzgodnień, jakie zapadły przy owym okrągłym stole doszło wreszcie do pierwszych wolnych wyborów, w których zdecydowane zwycięstwo osiągnęli przedstawiciele wystawieni i rekomendowani przez „Solidarność”.

Wcześniej, w marcu 1989 roku powstały Komitety Obywatelskie (także w Wałbrzychu), które miały za zadanie w przygotowywanych wyborach wprowadzić solidarnościowych kandydatów do Sejmu i Senatu. Pierwsze w powojennej Polsce, częściowo wolne wybory do Sejmu i w pełni demokratyczne do Senatu, przeprowadzono 4 czerwca 1989 roku.