Filatelistyka, malarstwo, turystyka

Rozdział 10 (1989 do roku 2000)

X. Wałbrzych w III Rzeczpospolitej Polskiej (od 1989)

Przełomowym wydarzeniem historycznym, o wielkim znaczeniu dla przyszłości całej Polski, stały się demokratycznie przeprowadzone wybory do sejmu i senatu, które odbyły się 4 czerwca 1989 roku. Pierwszym premierem rządu, powołanego 24 sierpnia 1989 roku, został Tadeusz Mazowiecki, człowiek mocno związany z „Solidarnością” i jej przewodniczącym Lechem Wałęsą. Zgodnie z umową zawartą przy „okrągłym stole”, prezydentem RP, do czasu przeprowadzenia wyborów prezydenckich, został Wojciech Jaruzelski.

Przewodniczącym Miejskiego Komitetu Obywatelskiego w Wałbrzychu był wówczas Janusz Gąsiorowski. Do Parlamentu z listy Komitetu Obywatelskiego w województwie wałbrzyskim kandydowali: Mieczysław Tarnowski, Włodzimierz Bojarski, Marian Kowal, Stanisław Tomkiewicz i Jan Lityński. W kampanię wyborczą zaangażowanych było wiele, wiele osób – dzięki ich pracy agitacyjnej i dzięki entuzjazmowi społeczeństwa kandydaci Komitetu Obywatelskiego wyraźnie pokonali w tych wyborach przedstawicieli PZPR. Spośród grona tych parlamentarzystów tylko profesor Bojarski przemawiając do górników w Wałbrzychu powiedział im już wtedy, głośno i wyraźnie, że wałbrzyskie kopalnie, z uwagi na ich nierentowność, będą musiały być zlikwidowane. Władze miasta wybrano w pierwszych, w pełni wolnych wyborach do władz samo-rządowych wszystkich szczebli, jakie odbyły się 27 maja 1990 roku. 19 czerwca powołano prezydenta i zarząd miasta Wałbrzycha. W wyborach tych aż 41 mandatów, na 45 możliwych, zdobył Komitet Obywatelski „Solidarność”.

Należało, więc, spodziewać się szybkich zmian, oczywiście tylko z korzyścią dla społeczeństwa. Ale tak naprawdę, to nikt wtedy nie zdawał sobie w pełni sprawy z tego, ilu i jakich wyrzeczeń wymagać będzie życie w nowej, demokratycznej Polsce. Na ogół w społeczeństwie panował entuzjazm i wiara w możliwość szybkiego rozwoju zarówno całego kraju, jak i pojedynczych jednostek prowadzących prywatną działalność gospodarczą. Przygotowywany był program powszechnej prywatyzacji – każdy pracujący obywatel miał otrzymać swój udział w prywatyzowanym majątku narodowym. Sprawa ta jednak przewlekała się, wciąż trwały dyskusje nad sposobem przeprowadzenia, rzeczywistego wykonania tej powszechnej prywatyzacji.

Zaczynało się nieźle. Ludzie byli pełni optymizmu, wierzyli, że prawdziwa demokracja i gospodarka rynkowa szybko odmienią ich losy. Wszyscy chcieli coś robić, najchętniej na własny rachunek. Firmy państwowe, z kuriozalnie rozbudowaną administracją zaczynały mieć problemy ze zbytem swych zbyt drogich produktów. W ich miejsce wchodzili mniejsi, prywatni wytwórcy, ponieważ dopuszczono wreszcie pełną konkurencję firm prywatnych. Do kraju zaczęły napływać towary importowane. Powstało mnóstwo małych, kilkuosobowych firm produkcyjnych i handlowych.  Nowi przedsiębiorcy, na miarę swych możliwości inwestowali w dalszy rozwój tych swoich, małych firm. Niektórzy zaczynali od łóżka polowego lub „szczęki” ustawionej na centralnym placu Piaskowej Góry, zwanym szumnie „Manhattanem”. Także w kulturze wałbrzyskiej działo się jeszcze całkiem dobrze. W 1989 roku, po remoncie trwającym kilkanaście miesięcy oddano ponownie do użytku obiekty Teatru Dramatycznego w Wałbrzychu, noszącego imię Jerzego Szaniawskiego, mieszczącego się przy ulicy Lewartowskiego. Potem już w latach dziewięćdziesiątych wyremontowano także Filharmonię Sudecką.

W Europie działy się w tym czasie bardzo ważne rzeczy. Wydarzenie goniło wydarzenie, wszystkie niesłychanej wagi, wręcz przełomowe. W ZSRR sekretarz generalny KPZR Michaił Gorbaczow głosił, i co ważniejsze, rzeczywiście wprowadzał w życie „głasnost” i „pieriestrojkę”. Związek Radziecki otwierał się na świat, wycofując jednocześnie swe wojska z NRD i z Polski. W listopadzie 1989 roku runął mur berliński i nastąpiło otwarcie granic NRD, do Berlina przyleciał z wizytą kanclerz RFN – Helmut Kohl. Przerwał wtedy wizytę w Polsce, aby być na miejscu w centrum tych wydarzeń. W lutym 1990 roku H. Kohl poleciał do Moskwy, aby uzyskać zapewnienie Gorbaczowa, że ZSRR nie będzie przeszkadzać w przygotowywanym zjednoczeniu Niemiec. To doniosłe wydarzenie, o olbrzymim znaczeniu dla przyszłości całej Europy, za zgodą wielkich mocarstw, nastąpiło 3 października 1990 roku. Już 4 października zjednoczone Niemcy zostały przyjęte do NATO.

14 XI 1990 roku w Warszawie podpisano wreszcie traktat między zjednoczonymi Niemcami a Polską potwierdzający granice na Odrze i Nysie Łużyckiej. Rok wcześniej miało miejsce spotkanie Helmuta Kohla z „solidarnościowym” premierem Tadeuszem Mazowieckim w Krzyżowej (dawnym majątku von Moltke’go). Już wówczas obaj mężowie stanu wzięli udział w historycznej mszy, podczas której doszło do wymiany symbolicznego gestu pojednania. W lipcu 1990 roku powstała „Fundacja Krzyżowa dla Porozumienia europejskiego”, której honorową przewodniczącą została Freya von Moltke , wdowa po zamordowanym założycielu „Kreisauer Kreis” (Kręgu z Krzyżowej). Traktat z 14 listopada 1990 roku ostatecznie zatwierdził granicę między Republiką Federalną Niemiec a Rzeczpospolitą Polską. 8 kwietnia 1991 roku wprowadzono bezwizowy ruch graniczny pomiędzy zjednoczonymi Niemcami a Polską (co na początku zaowocowało powstaniem przygranicznych bazarów) a niedługo potem, 17 czerwca 1991 roku, podpisano kolejny traktat – o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy Polski z Niemcami.

W Polsce tymczasem początkowa euforia stopniowo, lecz wyraźnie słabła. Wpływ na to miały sprawy gospodarcze oraz mocno z tym związane kłótnie o władzę i przepychanki w obrębie ówczesnej elity politycznej. Wewnątrz potężnego związku, który potrafił doprowadzić do zmiany ustroju politycznego, zaczęło coraz częściej dochodzić do podziałów. Związek się dzielił, tworzyły się nowe frakcje, powstawały partie. Wielu spośród zapalonych działaczy, już po kilku latach poczuło gorycz i rozczarowanie związane z poczynaniami ludzi, którzy dotarli do szczytów władzy państwowej i związkowej, po czym szybko i całkowicie zapomnieli dzięki komu tam się znaleźli. Inni po prostu nie mieli już sił. Mieczysław Tarnowski został senatorem, ale nie doczekał końca kadencji – od dawna ciężko chory, zmarł 11 maja 1991 roku. W wyborach prezydenckich strona solidarnościowa – coraz bardziej utożsamiana z liberalnym centrum i prawicą – wystawiła 2 kandydatów: Lecha Wałęsę i Tadeusza Mazowieckiego. Lewicę w tych wyborach reprezentował Włodzimierz Cimoszewicz. Prezydentem RP (dopiero w drugiej turze) został Lech Wałęsa, symbol „Solidarności”, laureat Pokojowej Nagrody Nobla. W najbliższym otoczeniu prezydenta pojawili się natychmiast liczni różni „doradcy” i „współpracownicy”, na temat których krążyły po kraju liczne plotki i pogłoski. Dzięki niezależnym mediom (głównie dzięki prasie) zaczęły też wychodzić na światło dzienne olbrzymie, dotąd wprost niewyobrażalne, afery gospodarcze. Kontakty i znajomości z „górą” umożliwiły bowiem, dobrze ustawionym osobom, czyli „kolesiom”, odpowiednio wcześniejszy dostęp do poufnych informacji o przygotowywanych, istotnych zarządzeniach gospodarczych, dotyczących np. daty wprowadzenia akcyzy na alkohol i papierosy. Dla handlowca-importera taka odpowiednio wcześniejsza informacja to olbrzymi majątek, gwarancja szybkiego i łatwego zysku. Stąd wzięły się fortuny kilku naszych największych „przedsiębiorców”. Postępowano zgodnie z amerykańską szkołą: „pierwszy milion trzeba ukraść”. W tych działaniach brali udział „biznesmeni” mający powiązanie zarówno z lewicą, jak i z prawicą – dla tych ludzi ani przynależność polityczna, ani zasady moralności chrześcijańskiej nie miały zbyt wielkiego znaczenia. Działania takie stały się na tyle powszechne, że trzeba było aż ogłoszenia propagandowej akcji „czystych rąk” prowadzonej przez Włodzimierza Cimoszewicza (ministra sprawiedliwości a potem premiera koalicyjnego rządu SdRP i ZSL). Widząc tę walkę o kasę, wielu wartościowych ludzi znowu odeszło z szeregów „Solidarności” rezygnując z działalności politycznej i społecznej. Ludzi tych zraził brak odpowiedzialności politycznej i wewnętrzne rozgrywki prowadzone wśród grona najwyżej stojących przywódców tego ruchu społecznego, który przecież ich na te wyżyny wyniósł.  Wielu aktywnych, szeregowych działaczy zraził konformizm i odstępstwa od głoszonego wcześniej programu, coraz bardziej widoczne u przedstawicieli góry związkowej. Niżsi, nieetatowi działacze i szeregowi członkowie związku musieli szybko wrócić do szarej rzeczywistości i zająć się przede wszystkim codzienną pracą, choćby z najbardziej prozaicznych względów ekonomicznych. Bardzo szybko, może nawet zbyt szybko, w tym nowym, kapitalistycznym systemie zaczęto realizować zasady gospodarki wolnorynkowej. Bardzo ważną instytucją stał się Urząd Skarbowy, który zajrzał do kieszeni każdego obywatela.

A na szczytach wrzała walka o rządowe stołki i najbardziej intratne stanowiska w gospodarce (np. w radach nadzorczych spółek Skarbu Państwa). Wkrótce zaczęto mówić o pierwszych, wielkich aferach finansowych (działalność spółki ART-B, Fundusz Obsługi Zadłużenia Zagranicznego, czyli FOZZ, i inne), polegających na sprzeniewierzeniu pieniędzy społecznych albo na bezwzględnym wykorzystywaniu układów i znajomości wśród sfer rządowych, wcześniejszym informowaniu kolesiów o zmianach w przepisach celnych, akcyzowych i podatkowych, oraz na wykorzystywaniu niejednoznaczności i niedokładności przepisów prawnych, a także słabości ówczesnego systemu bankowego. Te największe afery, w wyniku których do prywatnych kieszeni przepłynęły olbrzymie społeczne pieniądze, dotąd nie zostały w całości ujawnione, nie odzyskano też oczywiście społecznego majątku. W ciągu kilku lat wyrosła za to grupa polskich potentatów finansowych, operujących majątkami przyprawiającymi o zawrót głowy. Nie uporano się z biurokracją i potężnymi przerostami w administracji rządowej i lokalnej. Aby obsłużyć całą, ogromnie rozbudowaną, nieprodukcyjną sferę budżetową trzeba było ściągnąć pieniądze z tych, których praca przynosiła jeszcze wymierne korzyści. Pod pozorem likwidacji szarej strefy (unikającej opodatkowania swej działalności gospodarczej) zaczęto, więc, stopniowo, ale skutecznie dławić drobną i średnią przedsiębiorczość lokalną poprzez wprowadzanie dodatkowych obciążeń fiskalnych.

Całkowitym niewypałem, a w powszechnym odczuciu społeczeństwa po prostu jednym wielkim oszustwem, okazał się szeroko propagowany Program Powszechnej Prywatyzacji przeprowadzony w oparciu o Narodowe Fundusze Inwestycyjne. Świadectwa udziałowe rozdane z wielkim rozgłosem wszystkim pracującym, tym, którzy przez całe dziesięciolecia tworzyli gospodarkę narodową i wspólnym wysiłkiem utrzymywali ją na chodzie, okazały się niewiele wartymi świstkami papieru – nie można było w oparciu o nie myśleć o jakichkolwiek, choćby najmniejszych inwestycjach. W końcu skupili je nieliczni cwaniacy, bo tylko znacząca ich ilość mogła dać jakiś rzeczywisty i konkretny dochód. Po 10 latach inwestowania w NFI świadectwo udziałowe okazało się warte tyle samo, co 3 lub 4 butelki wódki!.

Nad Wałbrzychem od początku przemian zawisły bardzo ciemne chmury. 29 listopada 1990 roku Ministerstwo Przemysłu, na podstawie uchwały Rady Ministrów, wydało zarządzenie o zamknięciu wszystkich trzech kopalń wałbrzyskich. 15 grudnia 1990 roku kopalnie wałbrzyskie postawione zostały w stan likwidacji. W latach 1992-93 Rada Ministrów uznała Wałbrzych za miasto, któremu grozi klęska bezrobocia, a całe województwo wałbrzyskie za „teren, zagrożony wysokim bezrobociem strukturalnym”. Już wówczas, w okresie od stycznia do czerwca 1990 roku liczba klientów opieki społecznej podwoiła się, wzrastając z 1500 do 3000 osób. Mimo tych ostrzegawczych znaków, nadal nie w pełni zdawano sobie sprawę z tego, co naprawdę oznacza dla miasta likwidacja całego przemysłu węglowego. Początkowo wszyscy byli jeszcze dobrej myśli, górnicy mieli dostać odprawy, miały być też pieniądze na szkolenia, na przekwalifikowanie, na start do nowych działań, niezwiązanych już z górnictwem. Zgrzytać, i to mocno, zaczęło w Wałbrzychu już podczas pierwszych działań prywatyzacyjnych, tych zupełnie niezwiązanych z górnictwem. Zaczęły się dziać dziwne rzeczy: dotychczas dobre zakłady, dające niezłą produkcję, posiadające bogaty park maszynowy, okazywały się być nierentowne, zaczynały mieć kłopoty ze zbytem, popadały w długi. Taka właśnie była przygrywka do likwidacji Huty Szkła „Wałbrzych”, a następnie sprzedaży jej najlepszych części. Podobnie działo się tuż przed prywatyzacją ZPS „Wałbrzych”. Prywatyzacja przedsiębiorstw często przeprowadzana była byle jak, bez starannego rozpoznania wiarygodności oferentów chętnych do kupna dotąd państwowych, czyli społecznych zakładów. Zakłady te prywatyzowano zbyt pospiesznie, często dla samej „prywatyzacji”, ponieważ władze zarządzające polską gospodarką, ślepo zapatrzone w rozwiązania istniejące w najbogatszych krajach świata, głosiły teraz bezwzględną wyższość prywatnej formy własności nad własnością państwową (społeczną). Jaskrawym przykładem takiej nieudanej prywatyzacji była sprzedaż Zakładów Przemysłu Lniarskiego w Walimiu. Nie pomogły protesty i manifestacja załogi w 1992 roku. Nowy właściciel ani myślał dotrzymywać zobowiązań w zakresie obiecywanych gwarancji socjalnych.  Nie interesowała go też produkcja – interesował go jedynie zysk ze sprzedaży maszyn i urządzeń firmy, czym doprowadził najpierw do likwidacji, a następnie do kompletnej ruiny całe przedsiębiorstwo o bogatej przeszłości i pięknej tradycji. Obecnie straszą w Walimiu opuszczone hale, gołe mury, bez drzwi i okien, zarastające dzikimi krzewami.   Trudności ekonomiczne wałbrzyskich zakładów pracy doprowadziły do tego, że począwszy od 1 stycznia 1993 roku, zrezygnowały one z prowadzenia szkół przyzakładowych i przekazały je Kuratorium Oświaty. Zlikwidowane zostały również, z takim trudem tworzone niegdyś biblioteki przyzakładowe. W 1992 roku zakończył swą działalność GDK „Wałbrzych” i kino „Górnik”. Nie było już kopalń, które utrzymywałyby działaczy i zawodników klubów sportowych. W sezonie 1991/92 zespół „Górnika”, z uwagi na trudności finansowe został wycofany z rozgrywek piłkarskich; w następnym roku wrócił do nich, ale już jako trzecioligowiec. 15 września 1994 roku zakończono eksploatację węgla na polu „Piast” kopalni „Nowa Ruda”. Zapadły decyzje władz państwowych o stopniowej likwidacji Zagłębia Wałbrzysko-Noworudzkiego. Dodatkowo, o czym już wspominano, w regionie upadła część przedsiębiorstw włókienniczych.

Wałbrzych bardzo szybko zaczął przeżywać trudne chwile związane bezpośrednio z ostateczną likwidacją całego zagłębia węglowego. Początkowo pewne nadzieje wiązano jeszcze z uruchomionym 1 lipca 1994 roku Zakładem Wydobywczo-Przeróbczym Antracytu, spółka z o.o., popularnie nazywanym „Antracytem”.  Ponad tysiąc górników miało w nim pracować jeszcze, co najmniej, przez kolejnych 12 lat. Niestety, tylko przez pierwszych 8 miesięcy odnotowano pozytywne wyniki gospodarcze. Potem doszło do załamania produkcji, bo ponoć źle oszacowano grubości warstw węgla w pokładach. Rosły straty. W końcu w 1998 roku ogłoszono upadłość zakładu. Mimo starań i wysiłków niewielkiej grupy ludzi, którzy wciąż głosili tezę, że w Wałbrzychu nadal istnieją wystarczająco bogate złoża węgla i po skupieniu wydobycia w jednej kopalni (temu miał służyć nowoczesny szyb „Kopernik”), oraz ograniczeniu wydatków na cele niezwiązane z samym wydobyciem, przedsięwzięcie takie byłoby nadal opłacalne, zapadły decyzje o ostatecznej likwidacji wszelkiego wydobycia.  Dobrze, że chociaż pomyślano jednocześnie o utworzeniu na terenie kopalni „Julia” (dawny „Thorez”) Muzeum Techniki. Przyszłość miasta, wobec całkowitego braku przemysłu węglowego, tradycyjnie napędzającego tutaj także inne gałęzie przemysłu, rysuje się bardzo niepewnie. W 1995 roku w wskaźnik bezrobocia przekraczał 25% ludności czynnej zawodowo.

Tylko w pierwszej połowie ostatniego dziesięciolecia XX wieku obserwowano w naszym regionie niespotykane wcześniej pobudzenie przedsiębiorczości mieszkańców. To w tym czasie, jak grzyby po deszczu, powstawały kolejne nowe przedsiębiorstwa i spółki: produkcyjne, handlowe i usługowe. Jednak po okresie wzmożonej aktywności i nadziei na poprawę sytuacji gospodarczej mającej miejsce w latach 1989-1995 (a nawet do 1997 roku), ostatnio nastąpił widoczny zastój gospodarczy, i w efekcie obserwuje się dość powszechne zniechęcenie miejscowych małych i średnich prywatnych przedsiębiorców. Mimo, iż już w 1992 roku Wałbrzych został zakwalifikowany do gmin o szczególnym zagrożeniu bezrobociem, ulgi i preferencje przyznawane z tego tytułu dotyczyły tylko dużych przedsiębiorstw i firm z kapitałem zagranicznym. Małe i średnie, miejscowe firmy, bardzo niewiele lub zupełnie nic na tym nie zyskały. Tylko w przemówieniach i okolicznościowych deklaracjach przedstawicieli władz państwowych i samorządowych wciąż powtarzało się zapewnienie o ochronie tych „małych i średnich”, którzy ponoć mieli stworzyć w Polsce silną, średnią warstwę społeczeństwa. Mimo trudnej sytuacji gospodarczej miasta, udało się jednak w ciągu ostatniego dziesięciolecia zachęcić grupę inwestorów do realizacji inwestycji na terenie Wałbrzycha („Ronal”, „Real”, „Minimal”, stacje benzynowe). Pierwszy dolnośląski hipermarket, z udziałem kapitału zagranicznego („Hit”) otwarty został jesienią 1995 roku we Wrocławiu.  Najważniejszym osiągnięciem władz lokalnych okazało się doprowadzenie do utworzenia Wałbrzyskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej, gdzie w końcu powstały i nadal powstają nowe zakłady umożliwiające, choć w części, zmniejszyć bezrobocie („Cersanit, BTR, „Petri”, „Pamar-Glav”). Wielkich strategicznych inwestycji wciąż brakuje.  Aby zachęcić wielkich inwestorów trzeba zapewnić im podstawową infrastrukturę, w tym między innymi dogodną komunikację – łatwe połączenie z siecią dróg krajowych i europejskich – a tego wciąż brak. O transporcie kolejowym lepiej nie wspominać – o kondycji PKP świadczą wymownie zaniedbane i opuszczone dworce kolejowe oraz ich budynki biurowe (np. dawny pałac Tilscha na Starym Zdroju).

W lipcu 1997 roku na Dolnym Śląsku miała miejsce największa w dziejach powódź spowodowana wystąpieniem z brzegów wód Odry, Nysy Kłodzkiej oraz ich dopływów. Wezbrane wody Nysy zniszczyły centrum Kłodzka i uczyniły wiele szkód w całej Kotlinie Kłodzkiej. Odra zalała lewobrzeżne dzielnice Opola. Fale kulminacyjne na obu rzekach połączyły się w odległości około 60 kilometrów od Wrocławia zagrażając miastu. Woda zalała kilka najniżej położonych dzielnic, ale dzięki olbrzymiemu wysiłkowi tysięcy wolontariuszy nie dotarła do historycznego centrum miasta. Latem następnego roku kolejna powódź miała miejsce w Kotlinie Kłodzkiej. Tym razem największych zniszczeń dokonały niewielkie rzeki i potoki, dopływy Nysy Kłodzkiej. Część Polanicy i Dusznik Zdroju zalała tamtejsza Bystrzyca Dusznicka.

Od 1989 roku trwają prace przy budowie obwodnicy wałbrzyskiej. Po 10 latach postępy w pracy są słabo widoczne, nie zadowalają ani mieszkańców ani władz miejskich. „Obwodnica”, zamiast głównej arterii transportu samochodowego, jest miejscem spacerów mieszkańców Piaskowej Góry. A tymczasem miasto zatyka się, szczególnie w godzinach szczytu. Samochodów wciąż przybywa, a Wałbrzych nadal ma tylko jedną trasę pozwalającą dostać się ze Szczawienka na Podgórze lub Glinik – zawsze przez centrum miasta. Każde, nawet chwilowe zatkanie tej arterii powoduje totalną blokadę ruchu kołowego.

Wałbrzych stopniowo wyludnia się. W 1990 roku miasto liczyło 141000 mieszkańców, a w roku 1994 zamieszkiwało je już tylko 139918 osób. Według stanu z 28 lutego 1995 roku wśród mieszkańców było 66758 mężczyzn i 73160 kobiet. Według tych danych w 1995 roku 60,7% ogółu ludności było w wieku produkcyjnym. Miasto zajmuje w tym czasie obszar 84,6 km2, rozciąga się z północy na południe na długości 16,5 km, a z zachodu na wschód na szerokości 12 km.

Od 1 stycznia 1999 roku nie ma już województwa wałbrzyskiego – zgodnie z wprowadzaną w życie reformą administracyjną kraju przywracającą powiaty, weszło ono w skład nowoutworzonego, dużego Województwa Dolnośląskiego, ze stolicą we Wrocławiu.  Po 25 latach Wałbrzych przestał, więc, być stolicą województwa. Znowu stał się miastem powiatowym. To również wpłynęło bardzo mocno na zmniejszenie zainteresowania potencjalnych inwestorów, na których tutaj bardzo liczono – przecież na ich zainteresowaniu opierano plany restrukturyzacji regionu wałbrzyskiego.  Zmniejszyła się też ilość pieniędzy, pozostających w dyspozycji samorządów; oczywistym jest, że w pierwszym rzędzie najwięcej „środków” przeznacza się dla stolicy województwa, czyli dla Wrocławia. W październiku 1999 roku sejmik samorządowy województwa dolnośląskiego zadecydował o wyglądzie herbu Dolnego Śląska. W oparciu o tradycje historyczne przywrócono herb używany przez Henryka Pobożnego – czarny orzeł z przepaską na piersi na złotym tle.

Zmienia się świat. Pierwszego stycznia 1993 roku nastąpił podział federacyjnej Czechosłowacji na dwa odrębne państwa: Czechy i Słowację. W nowym czteropolowym herbie Republiki Czeskiej, prócz godeł Czech i Moraw, znalazł się także śląski orzeł, co ma świadczyć o przynależności części historycznego Śląska do państwa czeskiego. We wrześniu 1993 roku ostatni żołnierze Północnej Grupy Wojsk Armii Radzieckiej opuścili Legnicę (wcześniej wyjechali ze Świdnicy). Miasto przejęło obiekty poradzieckie – zgodnie z tzw. opcją zerową strona polska zrezygnowała z dochodzenia odszkodowań za niezbędne remonty i szkody ekologiczne, a Rosjanie zrezygnowali z rekompensat za wybudowane i pozostawiane obiekty budowlane.  W tym samym roku oddano do użytku Międzynarodowy Port Lotniczy we Wrocławiu. Pierwsze loty odbywały się do Frankfurtu nad Menem i Düsseldorfu, od 1998 roku uruchomiono połączenia lotnicze z Wiedniem i Kopenhagą.

W 1999 roku Polska została przyjęta do NATO, obecnie stara się o wejście w skład Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej. Są to wydarzenia, o których naszym ojcom, żyjącym pod ideowym przewodem ZSRR i budującym w PRL socjalizm, nawet się nie śniło. Tymczasem w kraju, w 1997 roku, po wyborach do sejmu i senatu następuje zmiana rządu. Władzę obejmuje rząd kierowany przez Jerzego Buzka, stworzony przez koalicję partii centrowo-prawicowych, w której główną rolę odgrywa Akcja Wyborcza „Solidarność” (w skrócie AWS), kierowana przez Mariana Krzaklewskiego i Unia Wolności kierowana przez Leszka Balcerowicza. W 1999 roku rząd ten wprowadził jednocześnie głośne „cztery reformy”.

Dotyczyły one wspomnianej już reformy administracyjnej kraju, reformy ubezpieczeń społecznych, reformy służby zdrowia, oraz reformy szkolnictwa. Nie można negować potrzeby reform – stary system ubezpieczeń społecznych był już całkowicie niewydolny a służba zdrowia była „chora”. Co do potrzeby reformowania administracji państwowej i systemu oświaty zdania były już o wiele bardziej podzielone. Wszystkie Reformy wprowadzono w życie 1 stycznia 1999 roku, jak się wkrótce okazało bez należytego przygotowania. Zapanował chaos i bałagan, który dopiero z czasem zdołano częściowo opanować. Mimo szumnych zapewnień twórców trudno mówić o pozytywnych skutkach reform. Reforma administracji wcale nie zmniejszyła biurokracji (do dawnego wałbrzyskiego Urzędu Wojewódzkiego wprowadziło się Starostwo Powiatowe), reforma służby zdrowia nie skróciła drogi między pacjentem a lekarzem, a nawet wprost przeciwnie – utrudniła pacjentowi dostęp do lekarzy specjalistów i do szpitali. Stworzone oddziały Kasy Chorych posłużyły jedynie do obsadzenia intratnych posad z wygórowanym wynagrodzeniem przez „swoich ludzi” – powszechnie śmiano się, że to jest właśnie przykład zastosowania w praktyce, deklarowanej przez rząd, polityki prorodzinnej. W żartach, zamiast Kasa Chorych, mówiono Chora Kasa. Sprzątaczki w tych instytucjach zarabiały ponoć więcej od ordynatorów w szpitalach.  Zakład Ubezpieczeń Społecznych długo nie mógł poradzić sobie z uruchomieniem i wdrożeniem systemu komputerowego. System ten zresztą nadal nie jest jeszcze w pełni sprawny, a ZUS wciąż zalega z wpłatami na konta Funduszy Ubezpieczeniowych, dla osób ubezpieczonych tam w ramach tak zwanego drugiego filara reformy ubezpieczeń społecznych. Czas pokaże na ile skuteczne okażą się te wszystkie zmiany; pozwoli to być może na ich pełniejszą i sprawiedliwą ocenę.

Począwszy od 1997, 1998 roku, w obawie przed wzrostem inflacji, rząd rozpoczął tak zwane „schładzanie gospodarki”. Odpowiedzialność za te finansowe i gospodarcze działania wziął na siebie twórca programu gospodarczego pierwszego, „solidarnościowego rządu”, wicepremier rządu i przewodniczący Unii Wolności – Leszek Balcerowicz. Naczelnym hasłem gospodarczym było jak największe ograniczenie inflacji. Wobec tempa i kierunku przemian zachodzących w całej Polsce, i to bez względu na ocenę tych zmian, mieszkańcy Wałbrzycha nie mogą stać z boku. Tylko wielcy malkontenci twierdzą, że po upadku górnictwa miasto należy zburzyć, teren zaorać i posadzić las.

Na razie, aby zlikwidowane kopalnie nie zalały miasta (lub przynajmniej nie podtopiły niektórych jego obszarów), w 1999 roku rozpoczęto drążenie wyrobiska łączącego starą sztolnię Friedrich-Wilhelm (pod terenami Fabryki Porcelany „Wałbrzych”) z szybem Chwalibóg na Starym Zdroju, przebiegającego pod ulicą Armii Krajowej, mniej więcej pod budynkami numer 9,10 i 11. Gdy kopalnie pracowały, gromadząca się w wyrobiskach woda była wypompowywana. Obecnie potrzebny jest system grawitacyjnego odwadniania podziemia kopalń. Sztolnia Friedrich-Wilhelm (wybudowana 200 lat temu także w celu odwodnienia kopalni) ma teraz zbierać wodę, która następnie podziemnym kanałem spłynie grawitacyjnie w dół, i wpadnie do Pełcznicy w rejonie Politechniki. Roboty rozpoczął likwidowany Zakład Górniczy „Julia” WKWK (czyli Wałbrzyskich Kopalń Węgla Kamiennego), resztka dawnej potężnej kopalni „Thorez”.

Do Wałbrzycha i pobliskich miejscowości zajrzała prawdziwa bieda, szczególnie widoczna w typowo robotniczych miasteczkach, osiedlach i dzielnicach Wałbrzycha, takich jak choćby Boguszów-Gorce, Podgórze, czy Sobięcin. Gwałtownie rośnie bezrobocie, wobec braku zajęcia i perspektyw na przyszłość, przybywa „lumpenproletariatu” i rośnie przestępczość. Tak jak na Górnym Śląsku w okresie wielkiego kryzysu przed II wojną światową, w Wałbrzychu pojawiły się, niewidziane tu nigdy wcześniej, prymitywne bieda-szyby. Bezrobotni ryją wielkie dziury w ziemi, byle jak je obudowując, kopią w nich węgiel i sprzedają „na worki”. Innym, coraz częstszym zajęciem wielu rodzin, w tym i dzieci jest zbieranie złomu.

Na szczęście funkcjonują jeszcze inne gałęzie przemysłu i rzemiosło. Może Wałbrzyska Strefa Ekonomiczna stanie się z czasem nowym, potężnym zagłębiem przemysłowym, choć na razie wydaje się, że tamtejsi inwestorzy zainteresowani są przede wszystkim ulgami podatkowymi i tanią siłą roboczą.

Może, mimo braku całej infrastruktury, stopniowo rozwinie się jednak turystyka – atrakcji turystycznych w naszym rejonie nie brakuje. Są zamki, pałace, jest wspaniała przyroda, góry i lasy, niespotykane gdzie indziej krajobrazy. Na terenie dawnego województwa wałbrzyskiego istniały cztery rezerwaty przyrody: w Górach Stołowych, w masywie Śnieżnika, w Górach Sowich i wokół Książa. Rezerwaty te istnieją przecież nadal (w 1993 roku w Górach Stołowych utworzono Park Narodowy). Trzeba jednak umieć przyciągnąć turystę i zapewnić mu stałą należytą obsługę i ochronę. Turysta nie może szukać atrakcji regionu samo-dzielnie i po omacku – trzeba go wozić i oprowadzać, a takich zorganizowanych działań brakuje. Trzeba oczywiście także zadbać o wygodne i niedrogie zakwaterowanie.

Jeszcze nie zginęła całkowicie oświata i kultura. W wyremontowanym i zmodernizowanym budynku Rynek 9 (dawna, narożna kamienica „Pod Atlantami”), gdzie przez długie lata mieściła się Odzieżowa Spółdzielnia Pracy „Waryński”, a później, od 1975 roku, Wojewódzka Biblioteka Publiczna, uruchomiono w 1994 roku Wałbrzyską Bibliotekę „Pod Atlantami” oraz sale wystawowe Galerii „Pod Atlantami”. W Książu funkcjonuje Biuro Wystaw Artystycznych, organizowane są tam wystawy rzeźby i malarstwa.  Wałbrzych wciąż jest znaczącym ośrodkiem naukowym. Obecnie, wg danych z 1999 roku, w Wałbrzychu studiuje 5 tysięcy 555 osób, i działa 9 szkół wyższych.

Wierzę, że miasto, które powstało, rosło i rozwijało się przez 700 lat, posiadające pokrótce opisaną w tym opracowaniu, bardzo bogatą i ciekawą przeszłość, ma przed sobą także, jeszcze wspanialszą i równie ciekawą przyszłość. Co będzie motorem tych przyszłych przemian, jaka gałąź gospodarki będzie tu dominować za 20 lat? Na pewno nie będzie to już górnictwo węgla kamiennego – to już historia. Może tym motorem będzie przemysł ceramiczny, może mikroelektronika, a może turystyka letnia i zimowa?

Zobaczymy.

Wałbrzych, luty 2000r.